Pisane oczami Eriela
Wyglądało to bardzo źle. Obawiałem się najgorszego, czyli przebicia serca. Widziałem w tej sytuacji tylko jedno wyjście, choć nie wiedziałem, czy mój plan na pewno się powiedzie.
Wraz z Hachibim przenieśliśmy Shiro do mojej ukrytej pracowni. To tu wszystko się zaczęło. W tym właśnie miejscu na świat przyszedł on i Kuro. Mimo, że "Arma Viventem" zostało odkryte i zamknięte, to nie pozwoliłem, aby kiedykolwiek odnaleziono moje laboratorium.
- Trzeba go rozebrać. Do samej bielizny - powiedziałem stanowczo, a ryu jedynie pokiwał głową. Po kilku minutach Shiro z założonym aparatem tlenowym leżał w zbiorniku 01S. Dokładnie w tym samym, w którym komórka po komórce powstało jego ciało. Gdy szczelnie je zamknąłem, do środka zaczął napływać zielonkawy płyn. Widziałem niepewność na twarzy Hachibiego.
- Nie utopi się?
- Nie - odparłem, podchodząc bliżej zbiornika - Ta ciecz jest utleniona w 40%. Tak naprawdę ten aparat tlenowy jest zbędny, ale wolę nie ryzykować, że przestanie oddychać. Mam nadzieję, że zawarte w tym płynie substancje będą w stanie wyleczyć jego rany.
Następnego dnia przyszła Kuro w towarzystwie Ghose, z czego nie byłem zbyt zadowolony. Całonocna warta podczas której pilnowałem, by nie ustała akcja serca, bardzo mnie wyczerpała. Dziewczyna podeszła do zbiornika, w którym zanurzony był Shiro, położyła dłonie do szyby i przytknęła do niej czoło.
- Cześć, braciszku - wyszeptała myśląc, że jej nie słyszę - Trzymaj się. Masz się nie poddawać, bo Rin będzie chciała iść za tobą, jeśli umrzesz. Ona cały czas płacze, bo boi się, że już cię nie zobaczy. Doskonale ją rozumiem, wiesz? Zwłaszcza, że to mnie broniłeś. Uratowałeś mi życie. Dziękuję ci.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Cieszyłem się, że miedzy nimi zawiązała się tak potężna więź. Miałem nadzieję, że obecność Kuro doda Shiro choć odrobinę sił, by walczyć o własne życie.
Ghose stanął obok mnie, także się uśmiechając.
- Aż miło na nich popatrzeć, prawda? - spojrzał na mnie, a ja skinąłem głową - Jaki jest jego stan?
- Wciąż krytyczny, ale już stabilny. Czuwałem całą noc.
- I co?
- Trzy razy musiałem go ratować. Miecz może i nie przeszył serca, ale dość poważnie je uszkodził. Potrzebuję kogoś na dzisiaj. Nie dam rady zarwać drugiej nocy z rzędu.
- Weź Rin.
Skrzywiłem się lekko, spoglądając w stronę zbiornika. Nie byłem pewien, jak ona zareaguje na sposób, w jaki leczony jest Shiro. Ale ostatecznie się zgodziłem, gdyż nie miałem już sił na sprzeczki i wymyślanie odpowiedniego zastępcy. A byłem pewien, że Fatum przyjmie na siebie całą odpowiedzialność za chłopaka. W końcu go kochała...
- Idź po nią. Poinstruuję ją, żeby potem sobie poradziła.
Ghose skinął głową i poszedł. A ja obserwowałem, jak Kuro siedzi przy białowłosym. Cały czas do niego mówiła, nie odrywając dłoni od szyby. Martwiła się. Szczerze, nie byłem w stanie powiedzieć, czy on ją w ogóle słyszał, ale wiedziałem, że nawet jeśli nie, to ona i tak nie przestanie z nim rozmawiać. Pewnie chciała, by czuł jej obecność. I dobrze.
Ghose przyprowadził Fatum pół godziny później. Zamarła widząc Shiro zamkniętego w, jak to nazwała, tym ogromnym słoju. Otrząsnęła się jednak szybko i nie poruszała tego tematu. Widać ufała mi bezgranicznie pod względem opieki medycznej nad nim.
- Jak on się czuje? - spytała, nie odrywając od niego wzroku.
- Lepiej. Nieznacznie, ale jednak. Niestety wciąż trzeba go monitorować. Dlatego tu jesteś. Nie należę już do młodych kami, przez co nieprzespana noc jest sporym obciążeniem dla mojego organizmu. A co dopiero dwie. Chodź ze mną, abym mógł pokazać ci, co zrobić w razie sytuacji awaryjnej.
- Awaryjnej, to znaczy jakiej?
- Zatrzymanie akcji serca.
Zauważyłem, jak pobladła. Skinęła jednak głową, a na jej twarzy widziałem determinację. Zuch dziewczyna. Widać, że jest w stanie zrobić dla niego wszystko. Że go kocha.
Wierzyłem, że to dzięki niej Shiro był w stanie kontrolować swą mroczną część, która wyjątkowo lubiła wyrywać się na wolność. Potrzebował jej.
Cały instruktarz zajął nam około dwie godziny. Fatum słuchała uważnie, jedynie co jakiś czas rzucając ukradkowe spojrzenia w stronę chłopaka. Nie beształem jej za to bo wiedziałem, jak bardzo przejmuje się jego losem.
Gdy skończyliśmy, od razu podeszła do zbiornika i przyłożyła dłoń na wysokości jego twarzy, jakby chciała dotknąć jego policzka. I w tym momencie wszystkie maszyny podtrzymujące życie i kontrolujące bicie jego serca podniosły rumor. Dziewczyna podskoczyła wystraszona i spanikowana spojrzała na mnie.
- Nie gap się, działaj! - krzyknąłem do niej - Masz okazję przećwiczyć to, co ci tłumaczyłem, dopóki tu jestem. Ruchy!
Otrząsnęła się i zaczęła działać.
Błyskawicznie podeszła do konsoli odpowiadającej za podawanie leków, by po chwili do krwiobiegu Shiro dostała się całkiem spora dawka adrenaliny, mająca pobudzić serce do pompowania krwi. Minęły cztery minuty, a pisk wciąż się utrzymywał. Tak, jak jej mówiłem, podała kolejną dawkę, która zadziałała niemal natychmiast, wprowadzając mięsień serca w odpowiedni rytm. Fatum stała jeszcze chwilę przy konsoli ze wstrzymanym oddechem, a gdy uświadomiła sobie, że się udało, po prostu się rozpłakała. Była bardzo wrażliwa, ale w sytuacji kryzysowej, radziła sobie świetnie.
Podszedłem do niej i położyłem jej rękę na ramieniu.
- Brawo mała - uśmiechnąłem się i przygarnąłem ją do siebie, starając się uspokoić - Dałaś radę. Uratowałaś go.
Ona pokiwała jedynie głową, po czym otarła oczy i nos. Spojrzała w stronę Shiro, śpiącego i oddychającego powoli i spokojnie. Podeszła do niego ponownie i uśmiechnęła się. Oto prawdziwa miłość. A ja postanowiłem ich zostawić i wreszcie odpocząć.
Wróciłem rano, a to, co zobaczyłem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Rin drzemała u podstawy pojemnika, a Shiro patrzył na nią, przyciskając dłonie do ścianki naczynia.
Podszedłem do konsoli i nakazałem maszynom wypompować zawartość. Po jakichś dziesięciu minutach chłopak oddychał już tym samym powietrzem co my, choć nie był jeszcze w stanie nawet usiąść. Leżał na boku, oddychając ciężko, ale samodzielnie. Musiał się po prostu przyzwyczaić.
- Poczekaj chwilę, przystosuj się do powietrza, a ja wezwę Hachibiego, żeby pomógł ci przejść do łóżka, gdzie założymy opatrunek.
Skinął głową, choć musiało go kosztować to wiele sił, których teraz musiał oszczędzać. Wkrótce przybył ryu i pomógł stanąć Shiro na nogi.
- Nic nie mów - odezwał się, gdy chłopak próbował mu podziękować - Nie jesteś mi nic winien. Żadnych podziękowań. Spłacam dług wdzięczności za uratowanie mi życia podczas ataku na szmaragdowy pałac. Nie zawracaj więc sobie głowy takimi błahostkami, jak głupie formułki grzecznościowe, tylko odzyskuj siły.
Skinął głową i wsparł się bardziej na podtrzymującym go ryu. A ja już byłem spokojny o jego życie.
uf, kamień z serca. ale jak cudownie, rozwija się prawdziwa miłość między shiro i rin, jakby to pięknie wyglądało jakby shiro i rin "oficjalnie" byli parą, a kuro ICH, nie tylko shiro, siostrą. tworzyliby wtedy taki słodki obraz rodziny. ale w sumie historia byłaby nudna gdyby to się tak szybko pokończyło, jestem niemal w 100% pewna, że coś się zdarzy i tylko czekam na ten rozłam i niepewność i w działaniu i w miłości :D o ile takowy będzie
OdpowiedzUsuń28 yrs old Accountant I Valery Rand, hailing from MacGregor enjoys watching movies like Stargate and Whittling. Took a trip to Longobards in Italy. Places of the Power (- A.D.) and drives a Econoline E150. Kliknij ten link
OdpowiedzUsuń