piątek, 11 września 2015

XXX - Anger

Pisane oczami Mesmera

   Co za banda nieudaczników... Jak mogli zgubić jednego, nic nie znaczącego kami? Co z tego, że to ryu?! Mieli go znaleźć i to natychmiast.
Bez niego mój plan nie miał sensu. On miał być moją bronią przeciwko Devonantowi, Ca'thasowi i Orochiemu. On miał być moją przepustką do względów Amaterasu i wyższego stanowiska. Co mi po statusie przewodniczącego Rady Bogów, skoro nie mam tak naprawdę realnej władzy nad kami? Status prawej ręki najwyższej bogini to moje miejsce, a nie Zennyo Ryuo.
Ta wredna smoczyca nie zrobiła nic, aby zasłużyć na to szczytne stanowisko. Może i przyczyniła się do pojmania Ca'thasa, ale nic poza tym. Nie jest to na pewno osiągnięcie, które nagradza się taką pozycją.
- Adel! - krzyknąłem, a dziewczyna przybiegła do mnie w podskokach.
- T-tak?
- Czy strażnicy znaleźli już Hikariego?
Pokręciła głową.
Z kim ja muszę pracować? Otaczają mnie sami imbecyle, nie potrafiący zrobić porządnie jednej rzeczy. No nic. Kazał pan, musiał sam. Podniosłem się i ruszyłem ukrytą za moim biurkiem klatką schodową, która prowadziła na jedną z wieżyczek gmachu. Lubiłem tu przychodzić i oglądać Triron z góry, móc podziwiać piękną architekturę budynków okalających Radę Bogów. Lecz teraz byłem tu w innym celu.
Kami zrodzeni z ludzi wciąż posiadają nieśmiertelną duszę, która po przemianie zyskuje swoją własną sygnaturę - kombinację koloru, wibracji i dźwięku. Shiro nie miał duszy takiej, jaką znamy - jego sygnatura różniła się od innych, gdyż mogła być swobodnie formowana przez kami z zewnątrz. Znałem doskonale wibracje duszy Hikariego, więc mogłem go spokojnie odnaleźć. Wystarczyła odrobina skupienia.
Ale teraz... nie czułem nic.
Sygnatura zniknęła, została wymazana.
Mogło to oznaczać tylko jedno - Shiro odzyskał wspomnienia, a istota zwana Hikarim, którą stworzyłem, przestała istnieć.
Uderzyłem z całej siły pięścią w balustradę. Jak to możliwe? Przecież nie powinien być w stanie przełamać bariery stworzonej przez amulet, odgradzającej go od jego przeszłości. Ktoś musiał mu pomóc. Nie wierzyłem, że te dwie smarkule, Fatum i Kuro, miałyby wystarczającą moc na roztrzaskanie muru. Jedyną taką osobą była...
Amaterasu albo Zennyo Ryuo.
A to oznaczało, że obydwie wiedziały o moich zamiarach. Znały mój plan, przez co nawet moja obecna pozycja była zagrożona... Co robić... Co robić?!

1 komentarz:

  1. czarny charakter wpada w panikę... ciekawe jak to się dalej potoczy :D

    OdpowiedzUsuń