sobota, 12 września 2015

XXXII - Must Act

   Ranek. Łagodne promienie słońca wpadały przez okno, oświetlając moją twarz. Obudziło mnie to. Shiro nie siedział już przede mną, na parapecie, bo leżałam tuż obok Kuro. Usiadłam i przeciągnęłam się, szukając wzrokiem chłopaka. Ale nie było go.
- Gdzież on mógł tak wcześnie rano pójść? - mruknęłam do siebie, trąc oczy. Odrzuciłam kołdrę na bok uważając, żeby nie obudzić śpiącej obok dziewczyny.
Poszłam do łazienki, gdy usłyszałam dźwięk otwieranego zamka. W drzwiach stanął Shiro, obładowany siatkami i tobołkami.
- O, już wstałaś śpiochu? - uśmiechnął się szeroko, wchodząc do kuchni i rozpakowując zakupy - Kuro dalej śpi?
- Tak. Miała wczoraj dużo wrażeń. Tęskniła za tobą, wiesz?
Spojrzał na leżącą w łóżku dziewczynę, a na jego twarzy odbiła się ogromna czułość. Byłam doskonale świadoma miłości, jaką ją darzył. Była to miłość do siostry. Odwzajemniona z resztą.
   Mimo wszystko, większość czasu Shiro spędzał samotnie. Rozmyślając, planując. Rzadko odzywał się do mnie, czy do Kuro, ale rozumiałyśmy to. Próbował wymyślić, co zrobić z Mesmerem. Jak z nim postępować, jakie kroki przedsięwziąć. Nie było to proste zadanie zwłaszcza, że przewodniczący Rady Bogów cały czas go szukał.
- Nie mogę od tak wparować, jak to zrobiłem ostatnio - podzielił się z nami swoimi przemyśleniami - Po pierwsze, najpewniej się tego spodziewa. Po drugie, posądzi mnie o zdradę stanu. Nieważne, że Zennyo i Amaterasu są po mojej stronie. Mleko się rozleje i nic nie będę mógł z tym zrobić. Mesmer mnie potrzebuje, więc nie będzie chciał mojej śmierci.
- Ale jak to? - zdziwiła się Kuro, która podczas całego monologu Shiro, wierciła się niespokojnie - Dlaczego akurat ty jesteś mu potrzebny? Można by zastawić pułapkę. Ja bym była przynętą, a wy...
- Nie! - krzyknął chłopak podnosząc się tak gwałtownie, że prawie rozlał stojące na stole herbaty - Nie zgadzam się, Kuro. Mesmer jest nieobliczalny, nie wiem, co by ci zrobił tylko po to, by zdobyć mnie.
- Ale dlaczego?
- Z tego samego powodu, dla którego to Shiro został wypuszczony na świat - szepnęłam - Jesteś impulsywna, ciężka do kontrolowania, gdy on jest ten spokojny. Mesmer ma talent do znajdowania haczyków na swoich podwładnych. Jakkolwiek to zrobił, musiał osłabić wolę Shiro by w ogóle móc wykasować mu wspomnienia... mam rację?
Jego twarz miała dziwny wyraz. Ściągnięte brwi, niepokojąco lśniące oczy... I wtedy od tak odwrócił się na pięcie i wyszedł. Bez słowa.

Pisane oczami Shiro

   Musiałem działać. Działać jak najszybciej. Nie mogłem sam stanąć przeciwko Mesmerowi, ale wiedziałem, gdzie mogę szukać wsparcia. Ruszyłem na północ Trironu, gdzie znajdował się szmaragdowy zamek matki smoków. Jako kami ryu, mogłem zawsze liczyć na jej pomoc i gościnę. Szedłem więc co sił główną ulicą pilnując, bym nie został rozpoznany. Pomagał mi w tym płaszcz z kapturem. Byłem jednak świadom, że strażnicy na służbie u Mesmera mają nadrzędne zadanie, by mnie znaleźć i zaprowadzić do swojego pana. Dlatego chciałem jak najszybciej dotrzeć do mego celu.
Zatrzymałem się przy jednej z bram. Czyżby nasz przewodniczący był tak zdesperowany w odnalezieniu mnie, że przy bramach starego miasta ustawił punkty kontrolne? Zgrzytnąłem zębami i wszedłem w jedną z bocznych uliczek, gdzie spokojnie mogłem zebrać myśli i przeanalizować dostępne dla mnie możliwości.
Mogłem wspiąć się na stojący obok mnie budynek i przeskoczyć z jego dachu na mur, a potem z niego najzwyczajniej zejść. Nie miałem jednak pewności, że i tam nie stoją straże...
Drugą opcją było zmienienie się w smoka wielkości jaszczurki i przedostanie się kanałami, bądź po prostu prześlizgnąć się po suficie bramy. Ten pomysł wydawał się bezsensowny, ale miał największą szansę na powodzenie.
Nie ryzykowałem już przyjmowania ludzkiej postaci, tylko kryjąc się w cieniu domów przemykałem czym prędzej w stronę szmaragdowego zamku.
Matka Zennyo siedziała w swoim gabinecie, do którego każdy smok miał swobodny dostęp. Wślizgnąłem się więc do pomieszczenia i usiadłem bogini na ramieniu.
- Witaj, Shiro - uśmiechnęła się, drapiąc mnie za uszami - Co cię do mnie sprowadza?
Zeskoczyłem na podłogę i przyjąłem swoją ludzką postać.
- Pani, będę potrzebował twojego wsparcia w starciu z Mesmerem, które niewątpliwie niedługo będzie miało miejsce - powiedziałem - Sam nie mam szans się z nim równać, a nie chcę narażać Kuro i Rin.
- Możesz na mnie liczyć, chłopcze. Wierzę również, że i Amaterasu zechce mieć w tym swój udział. Polubiła cię, a obrzydzeniem napawa ją myśl, co jej podwładny uczynił tylko po to, żeby się jej przypodobać. Dlatego wiedz, że masz wsparcie zarówno moje, jak i naszej matki. Jednak to ty będziesz musiał się z nim zmierzyć, mój synu.
Skinąłem głową. Mimo wszystko czułem, że mam teraz jakiekolwiek szanse...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz