Pisane oczami Rin
Nie mam pojęcia, kiedy zasnęłam. Ostatnie co sobie jestem w stanie przypomnień to to, jak siedziałam przy tym gigantycznym słoju, w którym był Shiro... i jak z nim rozmawiałam. Nie byłam nawet do końca pewna, czy mnie słyszał, ale po prostu miałam potrzebę mówienia do niego. Przesiedziałam tak całą noc. A przynajmniej jej większość, bo zmęczona i zestresowana, wkrótce zasnęłam.
Gdy się obudziłam, słój był pusty. Poderwałam się na równe nogi, przerażona. Zaczęłam biegać po pomieszczeniu, szukając Eriela, ale nigdzie go nie mogłam znaleźć. Wyszłam więc korytarzem prowadzącym na pewno do wyjścia z całego kompleksu, a przy najbliższym rozgałęzieniu skręciłam w prawo. Nie myślałam wtedy o tym, co będzie, jeśli się zgubię. Liczyło się to, że musiałam wiedzieć, co z Shiro. Gdzie jest. Nie patrzyłam kompletnie pod nogi. Byle przed siebie. Do Shiro, albo do Eriela. Bo on mnie do niego zaprowadzi.
Wpadłam na coś. A raczej na kogoś, bo gdy już miałam uderzyć tyłkiem o ziemię, zostałam złapana przez Hachibiego, który wyrósł na mojej drodze jak spod ziemi.
- Dokąd ci się tak śpieszy, że nie patrzysz, gdzie biegniesz? - spytał, przekrzywiając głowę.
- Ja... - speszona starałam się złapać równowagę i stanąć samej - Szukam Eriela. Bo obudziłam się, a Shiro nie było w tym... czymś.
Mężczyzna wydawał się rozbawiony moim brakiem ogarnięcia, ale nie przejmowałam się tym w tamtej chwili. Musiałam wiedzieć, gdzie on jest.
- Twój przyjaciel się obudził - zaczął, a mi zabiło mocniej serce - Wraz z Erielem przenieśliśmy go do pokoju, gdzie już do końca dojdzie do siebie. Zaprowadzę cię do niego.
Skinęłam głową, niezdolna nic powiedzieć. Byłam taka szczęśliwa, że mu się udało! Że poradził sobie. Zostałam wprowadzona do małego przedpokoju, w którym było wejście do łaźni i do pokoju Shiro. Hachibi kazał mi wejść najpierw, umyć się i przebrać, żeby nie wnieść żadnych zarazków. Nie musiałam na szczęście zakładać tego cholernego fartucha, ale dostałam białe ciuchy pod postacią przylegających spodni i golfa. Nie mam pojęcia, skąd wiedzieli, jaki mam rozmiar...
Gdy byłam gotowa, drzwi do jego pokoju otworzyły się przede mną, rażąc oczy sterylną bielą. Na środku stało duże łóżko, a przy nim dwie maszyny - monitorująca pracę serca i wspomagająca oddychanie. Wśród nich leżał, jak mi się wtedy zdawało, strasznie kruchy i bezbronny Shiro. Mój kochany Shiro. Żywy. Wciąż z maską tlenową, ale co z tego, skoro był tu, obok, a jego życiu, jak przekazał mi Hachibi, już nic nie zagrażało. Ujęłam delikatnie jego dłoń, która nie była tak zimna, jak wcześniej i splotłam z nim palce.
- Jestem tu, Shiro - wyszeptałam, przyciągając jego dłoń do swojej twarzy tak, aby poczuł dotyk mojej skóry - Cały czas tu będę przy tobie.
Mijały dni, a Shiro się nie budził. Eriel wspominał, że odzyskał na chwilę przytomność, przez co zdecydowali się zabrać go z tego całego zbiornika.
Codziennie pomagałam przy zmienianiu opatrunku i pielęgnowaniu go, ale mimo woli traciłam już nadzieję. To trwało tak długo... a on nie dawał żadnego znaku, że nas słyszy... Któregoś dnia postanowiłam złamać zakaz Eriela i położyłam się w łóżku przy nim, kładąc sobie jego głowę na piersi tak, aby słyszał bicie mojego serca. Przeczesywałam palcami jego włosy, które teraz były matowe i łatwo wypadały. Niewiele myśląc, zaczęłam cicho śpiewać piosenkę, którą usłyszałam, kiedy byliśmy jeszcze w szmaragdowym pałacu. Pamiętam jak dziś, gdy siedział na jednym z głazów w ogrodzie zen Zannyo, wpatrując się w zamyśleniu w gwiazdy.
- Przemija magia, chociaż wielkie moce
jak były są. W sierpniowe noce
nie wiesz, czy gwiazda spada, czy rzecz inna.
I nie wiesz, czy to właśnie rzecz, co spaść powinna.
I nie wiesz, czy przystoi bawić się w życzenia,
wróżyć? Z gwiezdnego nieporozumienia?*
Patrzyłam cały czas na jego twarz, która pozostawała cały czas tak samo nieruchoma, jak wcześniej, a podkrążone i naznaczone cieniem oczy nie zamierzały się uchylić. Zaczęłam łkać. Bo mimo, że był tak blisko, cały czas był tak samo odległy jak w chwili, gdy stał na granicy życia i śmierci. Przytuliłam mocniej jego głowę do serca płacząc strasznie. Sama nie wiem, kiedy usnęłam.
Było ciemno. Taki mrok widziałam kiedyś, dawno temu, tylko w jednym momencie mojego życia. W chwili, gdy Shiro odwiedził mnie we śnie, gdy jeszcze byłam człowiekiem. Wtedy znałam go pod imieniem Sudba, nie mając pojęcia, jak nieszczęśliwą jest istotą.
Rozglądałam się mając nadzieję, że go ujrzę.
"Przemija magia, chociaż wielkie moce jak były są"
Słyszę znajome strofy wypowiadane przez głos, który poznałabym na krańcu świata.
"W sierpniowe noce nie wiesz, czy gwiazda spada, czy rzecz inna"
Obracam się wokół własnej osi mając nadzieję, że już zaraz, za sekundę on wyłoni się z mroku i zapełni pustkę w moim sercu.
"I nie wiesz, czy to właśnie rzecz, co spaść powinna"
Słyszę kroki, które niosą się echem wokół mnie, przez co nie jestem w stanie określić, skąd dochodzą.
"I nie wiesz, czy przystoi bawić się w życzenia, wróżyć?"
Czuję dotyk na ramieniu.
- Z gwiezdnego nieporozumienia... - szepczę, odwracając się i widzę jedyną osobę, jaką chcę teraz ujrzeć. Patrzę w te piękne, pełne głębi, błękitne oczy, które zawsze mnie hipnotyzują - Shiro.
Czuję, że znów płaczę. Że znów nie jestem w stanie powstrzymać potoku łez, których on tak bardzo nie lubi oglądać. Zasłaniam się rękami, starając się przed nim to ukryć. Ale on ujmuje moje dłonie w swoje i przyciąga mnie do siebie, po chwili zamykając w pełnym czułości uścisku, który tak uwielbiam.
- Dziękuję, Rin - szepcze, a mnie bombardują złe przeczucia - Dziękuję, że przy mnie jesteś, że czuwasz. Nie masz pojęcia, ile to dla mnie znaczy.
- Czemu... czemu czuję, że się ze mną żegnasz?
Napotykam jego wzrok. Teraz wyjątkowo odległy... smutny.
- Nie - szepczę znowu - Nie mogę cię stracić... Nie w ten sposób, kiedy jesteśmy tam, na jawie, razem, blisko siebie...! Nie możesz odejść...
Rozglądałam się mając nadzieję, że go ujrzę.
"Przemija magia, chociaż wielkie moce jak były są"
Słyszę znajome strofy wypowiadane przez głos, który poznałabym na krańcu świata.
"W sierpniowe noce nie wiesz, czy gwiazda spada, czy rzecz inna"
Obracam się wokół własnej osi mając nadzieję, że już zaraz, za sekundę on wyłoni się z mroku i zapełni pustkę w moim sercu.
"I nie wiesz, czy to właśnie rzecz, co spaść powinna"
Słyszę kroki, które niosą się echem wokół mnie, przez co nie jestem w stanie określić, skąd dochodzą.
"I nie wiesz, czy przystoi bawić się w życzenia, wróżyć?"
Czuję dotyk na ramieniu.
- Z gwiezdnego nieporozumienia... - szepczę, odwracając się i widzę jedyną osobę, jaką chcę teraz ujrzeć. Patrzę w te piękne, pełne głębi, błękitne oczy, które zawsze mnie hipnotyzują - Shiro.
Czuję, że znów płaczę. Że znów nie jestem w stanie powstrzymać potoku łez, których on tak bardzo nie lubi oglądać. Zasłaniam się rękami, starając się przed nim to ukryć. Ale on ujmuje moje dłonie w swoje i przyciąga mnie do siebie, po chwili zamykając w pełnym czułości uścisku, który tak uwielbiam.
- Dziękuję, Rin - szepcze, a mnie bombardują złe przeczucia - Dziękuję, że przy mnie jesteś, że czuwasz. Nie masz pojęcia, ile to dla mnie znaczy.
- Czemu... czemu czuję, że się ze mną żegnasz?
Napotykam jego wzrok. Teraz wyjątkowo odległy... smutny.
- Nie - szepczę znowu - Nie mogę cię stracić... Nie w ten sposób, kiedy jesteśmy tam, na jawie, razem, blisko siebie...! Nie możesz odejść...
- Rin...
- Nie możesz, nie zgadzam się!
Widzę w jego oczach cierpienie i zmęczenie. Dokładnie tak samo, jak wtedy. Ten umęczony wzrok... On ma już dość.
- Wiesz... - szepczę, spuszczając głowę i opierając czoło o jego pierś - Pamiętam, jak spotkałam cię po raz pierwszy. Wtedy, we śnie, gdy dałeś mi wybór. Powiedziałeś wtedy, że zaczyna się moja wewnętrzna walka dobra ze złem... że zachowam człowieczeństwo, bądź stanę się ayakashi... pamiętasz?
- Wiesz... - szepczę, spuszczając głowę i opierając czoło o jego pierś - Pamiętam, jak spotkałam cię po raz pierwszy. Wtedy, we śnie, gdy dałeś mi wybór. Powiedziałeś wtedy, że zaczyna się moja wewnętrzna walka dobra ze złem... że zachowam człowieczeństwo, bądź stanę się ayakashi... pamiętasz?
- Tak...
- Wiesz, czemu się na to zgodziłam?
- Powiedz.
- Zgodziłam się, bo byłeś przy mnie - szepczę jeszcze ciszej, bo nie ufam swojemu głosowi - Przyrzekłeś, że będziesz przy mnie na zawsze. Dziwiłeś się parę razy, że nie męczą mnie żadne pokusy, nie mam myśli autodestrukcyjnych... Teraz już wiem, czemu. Wiem już, co zachowuje moje człowieczeństwo... nie... KTO je zachowuje. To dzięki tobie jestem tym, kim jestem. Gdy Mesmer powiedział nam, że nie żyjesz, straciłam nad sobą kontrolę. Pragnęłam zmieść wszystko i wszystkich z powierzchni ziemi, a potem zabić siebie, by do ciebie dołączyć. Zrobiłabym to. Gdyby nie Kuro. Wiesz czemu?! - podniosłam głowę, patrząc w jego pełne w tej chwili przerażenia oczy - Bo cię kocham, do jasnej cholery! Kocham cię nad życie, ponad wszystko, co kiedykolwiek miałam! Dla ciebie stałam się kami. Dla ciebie podjęłam decyzję... Bo ty jesteś tym jedynym...
Spuścił głowę, a ja poczułam, jakby ktoś mi wpychał sztylet w serce. Nie potrafiłam zinterpretować jego gestu... czyżby mnie odtrącał?
Zauważyłam, że jego ramiona drżą, jakby od powstrzymywanego szlochu... a potem byłam już w jego objęciach. Czułam, jak wciska twarz w zagłębienie mojej szyi, jakby szukając schronienia. Co się właśnie działo...?
Gdy odsunął się trochę, ujął w dłonie moją twarz i pocałował. Tak jak przeddzień ataku Mesmera... tak jak wtedy... był to pocałunek pełen miłości. To była obietnica.
Gdy oderwał się ode mnie, przytknął czoło do mego czoła i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Dajcie mi kilka dni. Muszę coś zrobić - wyszeptał, a gdy miałam otworzyć usta, by coś powiedzieć, on mi przerwał - Nie pozwól Erielowi mnie odłączyć. Wrócę, najdroższa.
Przesunął delikatnie kciukiem po moim policzku, ścierając samotną łzę, która zaplątała się jakimś cudem na mojej twarzy i znów delikatnie pocałował.
Otworzyłam oczy i usiadłam, rozglądając się na wpół przytomnie po pomieszczeniu. Siedziałam na łóżku wciąż śpiącego Shiro, nie będąc do końca pewną, co się właściwie stało. Gdy spojrzałam na swoją rękę dostrzegłam, że chłopak odwzajemnia uścisk. Znów przygarnęłam go do siebie tak, by słyszał bicie mojego serca i zaczęłam raz za razem powtarzać słowa pieśni.
Gdy oderwał się ode mnie, przytknął czoło do mego czoła i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Dajcie mi kilka dni. Muszę coś zrobić - wyszeptał, a gdy miałam otworzyć usta, by coś powiedzieć, on mi przerwał - Nie pozwól Erielowi mnie odłączyć. Wrócę, najdroższa.
Przesunął delikatnie kciukiem po moim policzku, ścierając samotną łzę, która zaplątała się jakimś cudem na mojej twarzy i znów delikatnie pocałował.
Otworzyłam oczy i usiadłam, rozglądając się na wpół przytomnie po pomieszczeniu. Siedziałam na łóżku wciąż śpiącego Shiro, nie będąc do końca pewną, co się właściwie stało. Gdy spojrzałam na swoją rękę dostrzegłam, że chłopak odwzajemnia uścisk. Znów przygarnęłam go do siebie tak, by słyszał bicie mojego serca i zaczęłam raz za razem powtarzać słowa pieśni.
- Przemija magia, chociaż wielkie moce jak były są. W sierpniowe noce...
* - "Spadające z nieba" Wisława Szymborska
Pięknie napisane .
OdpowiedzUsuń