Pisane oczami Rin
Siedziałam sama w pokoju. W środku nocy, wystraszona. Wiedziałam, że Shiro nas uratował, mnie i Kuro, ale wciąż bałam się zostawać sama. Co, jeśli ktoś się zakradnie i znów będzie chciał nas porwać tylko po to, żeby ściągnąć do siebie Shiro?
Dlatego dzieliliśmy jeden pokój. Żebym mogła w spokoju zasnąć.
Ale obudziłam się, a jego nie było, czego omal nie przypłaciłam zawałem serca. Otworzyłam przesuwane drzwi pokoju, którego wejście prowadziło do ogrodu zen. Tam odnalazłam zgubę.
Shiro siedział na głazie i spoglądał w gwiazdy. Spokojny, wyciszony.
Jak ja dawno go takim nie widziałam… W tej chwili nie rozmyślał o starciu z Mesmerem, który chciał go wykorzystać jako żywą broń, ale podziwiał i kontemplował piękno nocy, które rzeczywiście zapierało dech w piersiach. I wtedy usłyszałam jego głos. Jak zaczął cicho śpiewać, nie do końca zdając sobie sprawę z mojej obecności. Melodia była spokojna, piękna, a historia opowiadała o parze zakochanych kami, których miłość okazała się zakazanym owocem. Kiedyś słyszałam już tę pieśń, ale nigdy w istach białowłosego. Jego głos nadawał melodii cudowny, romantyczny klimat.
Mogłabym słuchać tego cały czas…
Otworzyłam usta, a z nich wydobył się śpiew. Drugi głos do tej pięknej ballady. Mimo, że spojrzał na mnie, nie przerwał opowieści. Uśmiechnął się do mnie i wyciągnął rękę zapraszając do siebie.
Przeszłam kilka kroków po kamyczkach i usiadłam tuż obok niego.
I siedzieliśmy tak jakiś czas, śpiewając kolejne zwrotki. A słuchała nas tylko noc.
Obudziłam się wcześnie rano, w łóżku, w ramionach najbliższej mi osoby. Shiro wyglądał tak spokojnie, że nikt nie powiedziałby, że zaledwie wczoraj ryzykował życie, by nas ratować. Dotknęłam jego policzka, ale spał tak głęboko, że nawet nie zareagował. I tak znów zasnęłam.
Gdy przebudziłam się po raz kolejny, jego już nie było. Na jego miejscu, na poduszce leżała karteczka.
“Jestem w kuchni”
No tak. Poprzedniego dnia mówił mi, że Zennyo zadecydowała, że w ramach kary za niesubordynację, będzie pomagał przy przygotowywaniu posiłków.
Dlatego siedziałam teraz w samotności zastanawiając się, jak to wszystko będzie dalej wyglądało. Czy nadejdą spokojniejsze czasy... takie, jak wtedy, zanim Shiro dowiedział się, czym jest...
Usłyszałam kroi, przez co momentalnie powróciłam ze świata fantazji i rozmyślań, spinając się w jednej sekundzie, gotowa do ucieczki. Drzwi rozchyliły się lekko, a w nich stanął białowłosy chłopak z tacą w dłoniach.
- O, wstałaś już - ucieszył się i wszedł, zamykając za sobą - Przyniosłem dla ciebie śniadanie.
A ze mnie wylał się cały strach. Po prostu się rozpłakałam. A Shiro siedział i patrzył na mnie zdziwiony, nie rozumiejąc, co się stało. Ale postawił tacę na stoliku, podszedł i mnie przytulił. Łkałam, głupia, jakby umarła mi cała rodzina.
Shiro przesiadywał u Kuro. Nie mogłam go za to winić, bo w końcu była dla niego jak siostra. Siedziałam przy oknie i patrzyłam, jak ją pielęgnuje. Mimo, że nie należało to do jego obowiązków, czesał ją, przebierał, czasem nawet mył. Poprawiał poduszkę, żeby było jej jak najwygodniej.
- Przestań głupku - burknęła którymś razem, wyraźnie zawstydzona tym, jak koło niej skacze - Nie musisz tego robić. To przecież zajęcie dla pielęgniarek i sanitariuszek.
On tylko pokręcił głową i kontynuował.
Teraz to widziałam. Dlaczego Eriel pozwolił Shiro żyć wśród innych, naturalnie zrodzonych kami. Jego serce było tak wielkie, że nie było możliwości, aby stanowił dla kogokolwiek choćby najmniejsze zagrożenie. Kochał.
Wszystko i wszystkich.
I to go uwarunkowała.
Osobę, którą kocham i ja.
Shiro przesiadywał u Kuro. Nie mogłam go za to winić, bo w końcu była dla niego jak siostra. Siedziałam przy oknie i patrzyłam, jak ją pielęgnuje. Mimo, że nie należało to do jego obowiązków, czesał ją, przebierał, czasem nawet mył. Poprawiał poduszkę, żeby było jej jak najwygodniej.
- Przestań głupku - burknęła którymś razem, wyraźnie zawstydzona tym, jak koło niej skacze - Nie musisz tego robić. To przecież zajęcie dla pielęgniarek i sanitariuszek.
On tylko pokręcił głową i kontynuował.
Teraz to widziałam. Dlaczego Eriel pozwolił Shiro żyć wśród innych, naturalnie zrodzonych kami. Jego serce było tak wielkie, że nie było możliwości, aby stanowił dla kogokolwiek choćby najmniejsze zagrożenie. Kochał.
Wszystko i wszystkich.
I to go uwarunkowała.
Osobę, którą kocham i ja.
Słodko <3
OdpowiedzUsuń<3
OdpowiedzUsuń