niedziela, 20 września 2015

XLII - Loss

Pisane oczami Mesmera

   Przesiadywałem w swoim gabinecie już długo. Od kiedy Shiro przybył uratować swoje dwie przyjaciółeczki, nie przedsięwziąłem żadnej akcji poszukiwawczej, żadnego pościgu ani pogoni...
Nie potrafiłem dojść do siebie.
Wielu moich popleczników zastanawiało się, co też takiego się stało, że ja, Mesmer, przewodniczący Rady Bogów opłakuję niższą kami, która będąc u mnie na służbie, wykonała swoje zadanie, broniąc mojego życia, oddając w zamian swoje.
Adel.
Wstałem chwiejnie z fotela, czując na sobie ciężar tych wszystkich lat, podczas których chodziłem po ziemi. Ruszyłem do katakumb umieszczonych pod wschodnią wieżą Rady. Tam chowani byli wszyscy radni, urzędnicy. Tam rozkazałem umieścić ciało mojej służącej.
Pilnowałem, aby tak wszyscy ją postrzegali.
Bo nie chciałem, by poznali prawdę.
W zawirowaniach mojej młodości, spotkałem pewną kobietę. Oczywiście kami. Niższą stanem, zajmującą jedną z najniższych szczebli drabiny hierarchii. Była bożkiem opiekunem.
Ale ją pokochałem.
Miała na imię Iro, a jej szczupłą, jasną twarz okalała burza czarnych fal. Była piękna. Przez nią, przez jej cudowną urodę, łagodność i wdzięk, którego nie powstydziłaby się sama Amaterasu, popełniłem jedno z niewybaczalnych wykroczeń. Związałem się z nią, ona mi się oddała i...
Tak narodziła się ona.
Piękna, mała dziewczynka, o której pochodzeniu wiedziała poza nami tylko Amaterasu. Nawet nasza córka nie wiedziała, kim są jej rodzice. Jedyna informacja, jaką posiadała to to, że nie była nigdy człowiekiem.
Wkrótce po porodzie Iro zmarła, zostawiając mnie samego, a nasza córeczka trafiła do ośrodka, w którym zajmowano się wychowywaniem młodych kami. Najwyższa bogini jednak nie pozwoliła, aby mała dołączyła do najwyższych kami, przydzielając ją do kasty bożków pogody.
A ja straciłem z nią kontakt.
Po wielu, wielu latach odnalazłem ją w dziale księgowości u jednego z pomniejszych urzędników miasta Triron. Od razu ją poznałem i, wtedy już będąc przewodniczącym Rady Bogów, zażądałem, aby trafiła do mnie. Tak oto moja własna córka stała się moim sługą. Nie chciałem tego, ale jedynie tak mogłem mieć ją przy sobie.
A teraz... teraz jej nie ma. Jestem całkowicie sam.
Przez niego.
Shiro.
Wszedłem do krypty, w której pochowana była Adel. Odsunąłem ciężką płytę zakrywającą sarkofag i usiadłem na jego skraju, przyglądając się tak dobrze znanej mi twarzy.
Rysom, które odziedziczyła po matce.
- Dziękuję ci - szepnąłem, dotykając jej policzka - Dziękuję, że tyle czasu byłaś przy mnie...
Córeczko.

1 komentarz:

  1. O stary. Szczena w dół! to się robi coraz bardziej rozbudowane

    OdpowiedzUsuń