wtorek, 22 września 2015

XLIV - Live Your Life

   Obserwowałam jego zmagania w walce. Parowanie, cios, unik. I tak w kółko, raz za razem, co raz szybciej. Nie rozumiałam, dlaczego ryu odpowiadający za jego szkolenie, tak go męczył i strofował.
- Za szeroko robisz to zbicie! - krzyczał, a ja miałam ochotę podejść i trzasnąć gościa w łeb. Ale powtrzymało mnie stanowcze spojrzenie, które skutecznie przygasiło mój zapał do bójki. Nie zmieniło to jednak faktu, że denerwowało mnie, jak mój brat był traktowany. Ale obserwowałam dalej.
   Shiro był ponury. Strasznie rzadko się uśmiechał, ale przynajmniej się od nas nie izolował.
Domyślałam się, że męczyły go nadal wyrzuty sumienia związane z tą całą Adel. Któregoś razu Rin wytłumaczyła mi, że chłopaka łączyła z nią bardzo mocna przyjaźń.
- Nie mówił o niej zbyt dużo... - zauważyłam, a ona tylko spochmurniała.
- Sytuacja wyglądała tak, że ważniejsza była dla niej pozycja, niż los przyjaciela - odparła, spoglądając na podziwiającego niebo Shiro upewniając się, że nas nie słyszy - Nie potrafiła poświęcić stanowiska u boku Mesmera, aby go uratować. To nie tak, że nie wiedziała, co mu grozi. Była tego doskonale świadoma.
Przeniosłam wzrok na niego. Siedział zasępiony, poruszając ustami.
Modlił się.
A potem z jego ust wyczytałam słowa, które zmroziły mi krew w żyłach.
Bo przepraszał, że żyje.
Poderwałam się na równe nogi i podbiegłam do niego.
- Nie wolno ci! - krzyknęłam pełna trwogi - Nie pozwalam ci tak mówić! Nikt nie może przepraszać za to, że stąpa po ziemi... bo każdy jego krok sprawia radość tym, którzy wraz z nim idą przez życie! - czułam, jak po policzkach ciekną mi łzy. A jego oczy były co raz większe - Twoja obecność sprawia, że Rin i ja jesteśmy szczęśliwe, wiesz?
On tylko objął mnie i podziękował cicho, że jestem.
Że obie jesteśmy.
Zawsze będziemy przy nim, wspierając go, pocieszając go. A on jedynie pokiwał głową i wyszeptał podziękowania.
   Kolejne dni wypełniał marazm i bezczynność. Zannyo, widząc w jak złym stanie psychicznym jest Shiro, darowała mu karę zaznaczając jednak, że nie zaakceptuje, opuszczenia się w treningach, na co on jedynie zasalutował.
Siedzieliśmy teraz we trójkę w jego pokoju. Czekaliśmy na sprawozdanie Eriusa, który badał dzisiaj mnie i Shiro.
To akurat rozumiem. Chciał sprawdzić, jak po tylu latach wygląda nasz rozwój fizyczny. W moim przypadku stwierdził, że jak na warunki, w których dojrzewałam, moj stan jest doskonały. Ciekawa byłam, co powie po zbadaniu mojego brata.
Wątpiłam, aby źle ocenił jego sprawność fizyczną, ale zmartwiłam się, gdy staruszek poprosił go, żeby zostawił nas samych. Skinął jedynie głową i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
- Coś z nim nie tak? - wypaliła natychmiast Rin, która widocznie przejęła się tym nawet bardziej ode mnie. Eriel spojrzał po nas i westchnął.
- Fizycznie jest okazem zdrowia - zaczął powoli - Ba. Wielu kami chciałoby być tak sprawnym i pełnym energii. Jego ciało zdolne jest do naprawdę wielu rzeczy, o których on sam pewnie jeszcze nie wie.
- Ale? - ponagliłam go, gdy milczał zbyt długo.
- Psychicznie jest z nim źle. Stracił wewnętrzną równowagę i niepewni potrafi sobie z tym poradzić. Nie znaczy to jednak, że się nie stara. Sam po prostu nie ma szans tego przezwyciężyć.
- Dlatego poprosiłeś, aby wyszedł? - wtrąciła Rin zakładając ręce na piersi - Czy i on nie powinien tego usłyszeć? W końcu to jego dotyczy ta rozmowa.
Eriel uniósł rękę do góry prosząc, aby pozwoliła mu dokończyć mówić.
Z tego co zrozumiałam, staruszek chciał poinformować najpierw nas, abyśmy nie zareagowały przy nim zbyt impulsywnie w jego obecności. Na przykład strachem wobec niego.
Miał w tym sporo racji. To musiałam przyznać.
Gdy go zawołaliśmy, przyszedł od razu, przywołując na twarz uśmiech. Mimo jego starań wiedziałam, jak wieki był to dla niego wysiłek.
Eriel powiedział mu dokładnie to samo, co nam. Shiro siedział i słuchał uważnie, nie odrywając od niego wzroku. Gdy staruszek skończył, zapanowała kompletna cisza.
- Mam nadzieję, że jesteś świadom, że cię nie zostawimy. - odezwałam się cicho - Możesz na nas liczyć.
Jego błękitne oczy były we mnie ustawione, a potem przeniosły się na twarz Rin. Badał jej reakcję, zdanie i stosunek do tego, co przed chwilą było powiedziane.
Doskonale wiedziałam czemu.
Bal się, że znów go porzuci. Tak jak wtedy, gdy dowiedział się kim jest.
Ale potem uśmiechnął się szczerze i polował głową, dzięki czemu wszyscy odetchnęliśmy z ulga.
Bo to znaczy, że pozwoli sobie pomoc.

2 komentarze:

  1. Mam nadzieje, że dziewczyny będą dla niego podporą. Nie chce by shiro się załamał, bo znów mogliby go wykorzystać T*T Fajnie też by było jakby kuro i rin mogły mu jakoś pomóc w walce tak nie tylko psychicznie ale i fizycznie :)

    OdpowiedzUsuń