środa, 23 września 2015

XLV - Attack

   Shiro siedział pod ścianą po turecku. Miał zamknięte oczy, więc nie byłam pewna czy medytuje, czy może już zasnął. Przysiadłam się do niego i oparłam głowę o jego ramię. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Jak się czujesz? - spytał, obejmując mnie lekko.
- Jest dobrze. Nic już nie boli, więc możesz przestać się martwić.
Pokiwał głową z jeszcze szerszym uśmiechem i przygarnął mnie mocniej do siebie.
A ja zrozumiałam, jak bardzo moja obecność mu pomaga.
   Był środek nocy. Ktoś zaczął mną szarpać.
Gdy otworzyłam oczy, ujrzałam bladą, ściągniętą strachem twarz Rin. Usiadłam i rozejrzałam się, kompletnie nie rozumiejąc, dlaczego jestem budzona o tak chorej porze. I wtedy usłyszałam pełen żałości i bólu smoczy ryk.
- Mesmer zaatakował szmaragdowy pałac - szepnęła moja towarzyszka, a ja zorientowałam się, że w pokoju nie ma z nami Shiro.
Poderwałam się na równe nogi z zamiarem odnalezienia chłopaka. Wypadłam do ogrodu zen, gdzie leżało parę ciał. Obejrzałam je naprędce by upewnić się, że żadne nie należy do mojego brata.
Nie było go tu.
Odetchnęłam z ulgą i pobiegłam szukać go dalej, mimo nawoływań Rin błagającej mnie, bym została. Ale nie chciałam. Nie mogłam. Biegłam przez kolejne komnaty, mijając walczących ze sobą kami. Już przy samym wyjściu zostałam złapana przez rosłego wojownika z opaską na oku. Uśmiechnął się ohydnie łapiąc mnie wpół. Zaczęłam się drzeć co sił w płucach, ale wszycy byli zbyt zajęci sobą i swoimi walkami, żeby przejmować się jeszcze mną. Szarpałam się najmocniej jak mogłam, usiłując wyrwać się z uścisku tego przerośniętego gnoja. Rzucił mnie w jakiś kąt w jedym z kolejnych pokoi i przyparł mnie do ściany. Czułam jego cuchnący gorzałą oddech, gdy przysunął się bliżej i zaczął mnie obmacywać. Zacisnęłam mocno powieki, starając się go odepchnąć, uderzyć, cokolwiek, byleby przetał, ale nic nie pomagało.
Lecz już chwilę później, która dla mnie trwała całe wieki, nie czułam jego oddechu ani dotyku.
- Jesteś cała? - usłyszałam łagodny głos, którego tak wyczekiwałam.
- Shiro... - załkałam i rzuciłam mu się na szyję. Odskoczyłam jak poparzona, gdy usłyszałam, że syknął. Dopiero wtedy zauważyłam, że jest ranny. Lewe oko zalewała jucha, a na prawym boku kwitła szkarłatna róża krwi.
- Nie powinno cię tu być - powiedział, chwytając mnie za ramiona - Jest zbyt niebezpiecznie. Odprowadzę cię do pokoju.
- Nie - odparłan stanowczo - Jesteś ranny. Nie zostawię cię tu.
Przyglądał mi się chwilę, mierząc mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Jesteś nieuzbrojona i bez pancerza.
- Tobie jakoś pancerz nie pomógł - burknęłam wskazując jego bok. Już otwierał usta, ale zrezygnował. Skinął głową i poprosił tylko, bym trzymała się blisko niego.
Wyrwałam miecz przytroczony do boku mojego niedoszłego oprawcy. W momencie, w którym wyszliśmy na pole walki, zaczęłam się modlić, żeby nic mu się nie stało. Chrzanić mnie. On musi żyć dla Rin.
Przypomniałam sobie to, co widziałam dzisiaj wieczorem. Shiro przeczuwał, że niedługo Mesmer może przypuścić atak nie zważając już na to, że podnosi rękę na sojuszniczkę Amaterasu. Chłopak podejrzewał, że złoty kami będzie chciał pomścić Adel. Rin się bała. Bała się, że zginie osoba, którą kochała. Bo chyba każdy już zauważył, że darzyła go wielkim uczuciem. A z tego co wiem, moj brat to uczucie w pełni odwzajemniał. Wtedy, w pokoju, widziałam, jak się do siebie tulili. Jak ona przytulała jego głowę do serca, szepcząc cicho. A potem... podniósł się, ujął jej twarz w dłonie i... pocałował. Całowali się długo i czule, a gdy już się od siebie odsunęli, w jego oczach dojrzałam bezkresne szczęście, którego dotąd nigdy u nikogo innego nie dostrzegałam.
Teraz stał przede mną jako wojownik. Obserwowałam każdy jego krok i ruch, gdy walczył ze swoimi przeciwnikami. Zauważyłam, jak bardzo zmienił się jego styl walki, od kiedy zaczął trenować pod okiem Zannyo. Byłam z niego dumna.
Obejrzał się na mnie z kpiącym uśmiechem.
- Co powiesz na małą zabawę? - krzyknął do mnie - Kto zabije więcej tych ścierw?
Wyszczerzyłam się radośnie i ścięłam głowę nacierającego na mnie mężczyznę.
- Tak jakby nie masz ze mną szans, braciszku!
Odpowiedział mi jego radosny śmiech, któremu zawtórował wrzask umierającego od jego miecza napastnika.
   Nie miałam pojęcia, ilu wrogów przedarło się na teren szmaragdowego pałacu, ale wkrótce musięliśmy przeszukiwać komnaty, żeby kogokolwiek znaleźć.
- Ilu załatwiłaś? - zagadał do mnie Shiro, gdy kierowaliśmy się w stronę naszego pokoju.
- Hm... - mruknęłam pocierając koniec nosa - Piętnastu.
- Ej, niemożliwe! - stanął i wziął się pod boki, chichocząc - Ja mam czternastu! Oszukujesz!
Zaczełam się śmiać. Bawił mnie sposób, w jaki udawał, że się gniewa i buldwersuje.
Otworzył drzwi do pokoju i zamarł z kamienną twarzą. Gdy zajrzałam do środka, zobaczyłam mężczyznę stojącego nad związaną i zakneblowaną Rin. Celował w nią trzymaną w dłoni kataną.
- Shiro, z woli Mesmera, przewodniczącego Rady Bogów, zabieram cię stąd jako mojego więźnia. Jeśli będziesz stawiał opór, Fatum zginie.
Widziałam jak mój brat zaciska pięści i zęby. Zamknął oczy i spuścił głowę. Rin patrzyła na niego wielkimi z przerażenia oczami, ale potrząsała głową jakby prosząc, by tego nie robił.
Lecz on już rzucił swój miecz pod nogi wojownika i zbliżył się się na odległość trzech kroków.
- Kuro - odezwał się, nie spuszczając wzroku z mężczyzny - Nie ma mowy, żebyś wygrała. Zaraz nasza zabawa skończy się remisem.
Po czym rzucił się pod jego nogi, chwytając miecz i odbijając wrogą klingę od Rin. Rozpętało się piekło, dzięki któremu mogłam zakraść się do skrępowanej dziewczyny i ją oswobodzić. Upewniwszy się że jest cała, zaczęłam obserwować toczącą się obok nas walkę.
Nie wyglądało to dobrze. Shiro był ranny i wyczerpany, co dawało sporą przewagę, jego przeciwnikowi, będącemu tak na prawdę w pełni sił. Białowłosy ledwie unikał i parował jego technicznie idealne ciosy. Rin siedziała zakrywając dłońmi usta, by nie rozproszyć skupionego do granic możliwości chłopaka, którego przeciwnin wykonał szybki zwód i wyminięcie, dosłownie w przeciągu sekundy znajdując się obok nas.
Widzę jak klinga mknie w moją stronę i posłuszna ręce swojego pana, wykonuje pchnięcie.
Ale cios nie dociera.
Zamiast salwy bólu, czuję na twarzy ciepłą i lepką ciecz.
A chwilę później wrzask Rin.
- SHIRO!!!

2 komentarze:

  1. Moja droga Oru... rozumiem, że chciałam nadać akcji pikanterii i rozumiem, że musiało się to w końcu stać ale... nosz ku*wa, do jasnej ciasnej, czemu? CZEMU?! Wiem, że shiro przeżyje bo bez niego to nie byłaby już ta historia ale... czułam jak i mnie przeszywa miecz raniący shiro!!! kiedyś spłoniesz ale najpierw dokończ historie! i obyś ciągnęła ją jak najdłużej bo:1. nie wybacze jak skończy się za szybko, 2. chce zobaczyć czy shiro wybierze kuro czy rin, 3. musisz naprawić sytuacje z tego rozdziału. poza tym jest super :D

    OdpowiedzUsuń