niedziela, 6 września 2015

XXVI - The Dragon

   Dwa smoki walczące ze sobą. Dwa potężne kami, stojące naprzeciw siebie. Jeden czarny niczym noc, drugi jasny niczym śnieg. Obydwa wielkie. Obydwa niepokonane.
Jeden stary, drugi młody.
Jeden w sile wieku, drugi u bram śmierci.
Dwa byty z dwóch różnych światów. Przedstawiciele światła i ciemności. Dwa unoszące się cienie na firmamencie nieba.
Czerń i biel.
Zieleń i błękit.
Potwór o ośmiu głowach przeciwko nadziei, która nie wie, kim jest, skąd przybyła i ile znaczy dla tych, którzy wciąż pamiętają.

Pisane oczami Fatum.

   Samotność mnie przytłaczała. Pustka mieszkania, cisza. Bałam się tego.
Myśli, że zostanę zapomniana.
Zwłaszcza, że jego już nie było.
Chociaż nie. On żył. Żył w moim sercu i w mych wspomnieniach. A to przecież najważniejsze. Żyjesz, dopóki ludzie cię pamiętają.
Dlatego bycie zapomnianym jest takie straszne...
Przeglądałam już któryś raz album ze zdjęciami. Moimi i Shiro. Fotografie z imprez z naszymi przyjaciółmi, z kami, których nie ma już wśród żywych.
Życie jest jednak strasznie ulotne...
W zamyśleniu wyjrzałam przez okno. Kuro już dawno powinna była wrócić z misji. Ranga była wysoka, ale uważałam, że dziewczyna była już gotowa na takie wyzwanie. Była silna. O wiele silniejsza ode mnie.
Zupełnie jak Shiro.
Mimo, że wydawali się tak różni od siebie, tak naprawdę są niemal identyczni z zachowania. Prawda, Kuro potrafi być wulgarna, ale zawsze jest szczera, otwarta i pomaga innym. Tak jak on. Chyba dlatego darzyłam ją taką sympatią. Co nie zmieniało faktu, że tęskniłam za Shiro.
   Po trzech dniach wróciła. Poobijana, w szoku, ale żywa. Niewiele myśląc rzuciłam się w jej stronę i mocno przytuliłam szczęśliwa, że moja nowa przyjaciółka już wróciła.
Ale gdy spojrzałam w jej oczy, ujrzałam mrok.
- Kuro, co się stało?
- Zostałyśmy okłamane, Rin - szepnęła zachrypniętym głosem - Mesmer nas oszukał... On nie umarł...
Nie dokończyła, padając w moich ramionach. Wyczerpaną dziewczynę ułożyłam w łóżku, okryłam kołdrą i napoiłam. Potrzebowała czasu. Widać misja była cięższa, niż myślałam.
Ale co to znaczy, że "on nie umarł"?
Dziewczyna spała cały dzień i całą noc z przerwami na jedzenie. Gdy wróciłam późnym wieczorem ze spotkania, zobaczyłam ją siedzącą na łóżku. Przebraną, ale z mokrymi włosami. Czuła się widać już na tyle dobrze, że postanowiła wziąć kąpiel. Jej fioletowe oczy powędrowały na mnie, a teraz, zamiast tego nieprzeniknionego mroku i zmęczenia, widziałam złość i frustrację.
- Powiesz mi, czego się dowiedziałaś?
Skinęła głową i przesunęła się tak, abym mogła usiąść obok niej na łóżku. Kuro wzięła głęboki oddech i zaczęła opowiadać.
- Nie poszłam sama na misję. Miał mi towarzyszyć wyższy rangą kami. Wydawało mi się to naturalne, bo to w końcu misja rangi A...
- Ale? - niecierpliwiłam się.
- Towarzyszącym mi kami był niejaki "Hikari".
Zmarszczyłam brwi, bo nie kojarzyłam nikogo takiego. Usta Kuro wykrzywił nieprzyjemny grymas.
- Tyle, że tak naprawdę nikt taki nie istnieje - spojrzałam na nią zaintrygowana - Podczas podróży przez las, zostaliśmy zaatakowani przez grupkę pomniejszych ayakashi. Jeden z nich zerwał z niego płaszcz.
Zawahała się.
- To był Shiro, Rin. - powiedziała, przenosząc znów na mnie wzrok - Z nikim innym bym go nie pomyliła. TO był on. Białe włosy, te same rysy, błękitne, bystre oczy... Ale... Ale był jakiś inny. Nie poznał mnie, był oschły, nieprzyjemny. Jak każdy wyższy kami. Na dodatek należy do kasty ryu... Widziałam jego smoczą postać... Ale to na pewno on, Rin!
Kuro mówiła dalej, ale ja już nie słuchałam. Byłam w zbyt wielkim szoku. Co Mesmer miał na celu kłamiąc co do śmierci Shiro?
   Obudziłam się wcześnie rano. Dziewczyna spała smacznie, chociaż na poduszce widniały mokre ślady łez. Wstałam po cichu, ubrałam się i wyszłam, zabierając ze sobą list, który dostałam poprzedniego wieczoru. List oprawiony był pieczęcią Amaterasu, matki wszystkich kami, stojącej wysoko ponad Radą Bogów. Czegóż tak doskonały byt mógł chcieć od tak nisko postawionego robaka, jakim byłam?
Stanęłam przed pięknym pałacem przylegającym do gmachu Rady i okazałam list strażnikom, którzy od razu mnie wpuścili. Za spiżową bramą dołączył do mnie jeden ze służących matki, mający zaprowadzić mnie przed oblicze Amaterasu.
I ujrzałam ją. Piękną kobietę o porcelanowej urodzie z wielkimi, złotymi oczami i długimi do pasa kruczoczarnymi włosami. Karminowe usta będące niczym klejnot na niemal białej twarzy wyginały się pięknie w łagodnym i pełnym miłości uśmiechu. U jej boku zauważyłam wysoką i niemal równie piękną Zennyo Ryuo, matkę smoków o ciemnych niczym noc oczach. Uklękłam niedaleko piedestału, na którym siedziała bogini i ukłoniłam się.
- Matko - szepnęłam z namaszczeniem, po czym obróciłam się w stronę smoczycy - Pani Zennyo... Cóż może dla was zrobić tak marna istota jak ja?
Nie śmiałam podnieść wzroku. Ich moc przytłaczała.
- Wezwałam cię, ponieważ dotarły do mnie wieści o nowym ryu - odezwała się białowłosa bogini.
- Również o tym słyszałam, pani, ale nie znam szczegółów... - powiedziałam zawstydzona. Usłyszałam szelest szlachetnych jedwabiów, a mej twarzy dotknęła ciepła i łagodna dłoń matki.
- Wiemy o tym. Znamy również jego prawdziwe imię - odparła Amaterasu, unosząc delikatnie moją głowę tak, abym na nią spojrzała - Shiro. To cudowny kami, lecz zagubiony. Wykorzystany przez mojego sługę, Mesmera. Nie podoba mi się to. Bardzo. Zamierzam ukrócić jego samowolę i uwolnić twojego przyjaciela spod jego wpływu, ale do tego będzie potrzebna twoja pomoc. Moc twej miłości do niego jest o wiele większa niż siła zaklęcia, jakie rzucił na niego przewodniczący Rady Bogów.
- Co mam więc robić, matko?
- Czekać. Opiekować się jego siostrą. I nic jej nie mów. Przyjdzie odpowiednia chwila, gdy wszyscy poznają prawdę.
- Gdy chłopak będzie już świadom, gdy odzyska swą dusze i jestestwo, dostanie wybór - odezwała się Zennyo - Pozwolę mu wybrać, czy chce pozostać ryu, czy woli na powrót stać się bożkiem losu.
- Zależnie od jego decyzji, może się również zmienić status twój i Kuro.
W głowie szumiała mi krew. Nie zależało mi na czymś tak błahym, jak awans. Mogłam go odzyskać. Shiro miał szansę wrócić do mnie i do swojej siostry.

2 komentarze: