wtorek, 8 września 2015

XXVII - Glimmering Light Of Hope

   A na świecie zapanuje chaos. Istoty potężne zapanują nad słabymi.
Mrok pochłonie światłość a duchy opętają żyjących.
Jasność umrze.

   Wróciłam do domu. Kuro już nie spała, lecz wciąż leżała w łóżku, wpatrując się w sufit.
- Co tak znikłaś z samego rana? - spytała, siadając, a ja odpowiedziałam jej tylko uśmiechem i poszłam do kuchni, żeby zrobić śniadanie. Weszła za mną, niosąc siatkę z bułkami, którą zostawiłam w przedpokoju.
- Miałaś leżeć - powiedziałam zaskoczona, biorąc od niej bułki, na co ona wzruszyła ramionami.
- Mam dosyć ciągłego leżenia i gapienia się w sufit.
Westchnęłam. Martwiłam się o nią, bo wciąż była blada. Mimo takiej ilości snu.
Pokroiłam bułki, posmarowałam je masłem i nałożyłam po plasterku szynki i sera. Na wierzch jeszcze tylko plasterek pomidora, odrobina szczypiorku i można jeść. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko na widok takiej wyżerki. Wciąż odkrywała nowe smaki, choć od jej wyjścia na świat minęło już sporo czasu.
Obserwowałam, jak je. Nie była już tak nieokrzesana - potrafiła jeść sztućcami, nie zalewała się podczas jedzenia zupy, a na ulicy nie wymachiwała już rękami i nie wrzeszczała na całe gardło, gdy zobaczyła coś nowego. Uśmiechnęłam się szczerze. Shiro byłby z niej dumny.
Myślami powędrowałam do wspomnień z rozmowy z Amaterasu i Zennyo. Całym sercem wierzyłam, że będą w stanie odzyskać naszego przyjaciela. Nie chodziło już nawet o mnie, tylko o Kuro, która bez niego wydawała się być zagubiona, wystraszona. Widziałam to doskonale. Bała się tego wielkiego świata, od którego całe życie była trzymana z daleka. Obawiała się spaceru po ulicy, gdy nie było obok silnego ramienia jej brata.
- Myślisz, że on wróci? - me rozmyślania przerwał lekko przytłumiony głos przyjaciółki. Wpatrywała się w swoje dłonie. Dopiero teraz zauważyłam, że na środkowym palcu lewej ręki miała piękny pierścionek z drobnym, czarnym kamyczkiem w kształcie róży. Uśmiechnęłam się znów do niej.
- Na pewno. W końcu to nasz Shiro, nie?
Jej usta wygięły się nieśmiało, ale wiedziałam, udało mi się ją pocieszyć. Gdy spytałam o pierścionek, opowiedziała, że dostała go od niego. W dniu, gdy pierwszy raz go spotkała. Od tamtej pory go nie zdejmowała. I go nie zdejmie. Tego byłam pewna.
   Był środek nocy, a ja nie mogłam spać. Siedziałam przy oknie, oglądając spływające po szybie krople deszczu. Było zimno i ponuro. Niebo, zasnute chmurami jasno dawało do zrozumienia, że nadchodzi jesień.
Ale coś nie pasowało. Jakiś jasny, podłużny kształt przecinający noc.
I pojęłam, co to jest.
Smok.
Zerwałam się na równe nogi, założyłam na siebie to, co miałam pod ręką i wybiegłam z mieszkania na dwór. Byle zdążyć, nie zgubić go.
Bo to mógł być on.
Nie, to BYŁ on!
Shiro.
Biegłam przez ulicę, nie zważając na kałuże, przez które przemokły mi buty. Biegłam co sił, by chociaż go ujrzeć. Z bliska. By upewnić się, że to na pewno on. Że Kuro się nie pomyliła.
Już dawno opuściłam wysokie zabudowania miasta, wypadając na okalające je błonie. I ujrzałam go.
Pięknego, białego smoka, długiego na cztery metry, z potężnymi szponami... Duży, szlachetny łeb zdobiły piękne rogi. Obserwował mnie.
- Znam cię - odezwał się głos w mej głowie. Głos, który tak dobrze znałam. Głos Shiro.
- To ty... - szepnęłam, podchodząc nieco bliżej, powoli, by nie pomyślał, że go atakuję - To naprawdę ty... Shiro...
Smok potrząsnął łbem i warknął.
- Jesteś już drugą osobą, która mnie tak nazywa. Nie rozumiem tego, ale nie podoba mi się to. Mam na imię Hikari. Zapamiętajcie to wreszcie!
Teraz to ja pokręciłam głową. Byłam już na tyle blisko, że mogłam dotknąć jego ciała. Sięgnęłam więc dłonią, by dotknąć jego pyska, ale on cofnął się, zawarczał i wzbił w powietrze. Zatoczył nade mną parę kół i odleciał.
A ja stałam na środku polany, patrząc za nim i moknąc.
Bo teraz wiedziałam, że to co robię, jest słuszne.

1 komentarz: