Pisane oczami Kuro
Szłam niepewnie przez ten wydrążony w ziemi tunel. Widziałam, że Shiro już nie wytrzymywał, więc przyspieszyłam kroku. Wyszliśmy w jakimś zaułku, w części miasta, której nie kojarzyłam. Ujrzałam jednak Wieżę Acila, która stanowiła charakterystyczny punkt miasta. Teraz już wiedziałam, gdzie jestem.
Spojrzałam na leżącego w szklanym pudełku smoka. Nie zauważyłam, że stracił przytomność. Czyżby aż tak się poobijał...?
Ruszyłam w stronę centrum miasta, bo z tego co wywnioskowałam, znajdowaliśmy się na obrzeżach Trironu. Biegłam ulicami, a gdy zobaczyłam jakiś patrol, umykałam w zaułki.
- Jeszcze chwila, Shiro - szeptałam - Zaraz będziemy na miejscu...
Spojrzałam na leżące smoczę. Był tak bezbronny... nie mogłam zawieść! Nie mogłam pozwolić, żeby ten starzec pozbawiony skrupułów znów położył na nim swoje łapska.
Udało się. Dotarliśmy do szmaragdowego pałacu, w którym byliśmy bezpieczni. Dwóch rosłych mężczyzn zaprowadziło mnie do Zannyo Ryuo. Białowłosa bogini podbiegła do nas i ujęła w dłonie zamknięte pudełko. Wyszeptała parę słów i bez problemów otworzyła wieczko klatki.
- Jesteś wolny, mój mały - powiedziała, wyciągając delikatnie nieprzytomnego smoczka - Hachibi, przynieś proszę jedzenie, wodę i apteczkę.
Ryu o dwóch różnych oczach skrzywił się, ale ukłonił się i odszedł, by wykonać jej polecenie. Nie miałam odwagi, by podejść i chociaż dotknąć Shiro... ale chyba matka smoków zrozumiała moje intencje i to, jak bardzo się o niego martwiłam, bo mi go podała. Nakazała mi pilnowanie rannego, dopóki Hachibi nie wróci.
W tym czasie posłała po Rin.
A ja trzymałam tego bezwładnego malucha, starając się go obudzić, spowodować by dał mi jakikolwiek znak, że mnie słyszy. Cokolwiek.
Zannyo położyła mi dłoń na ramieniu.
- Nie wierzę, aby Mesmer nie założył również zaklęcia osłabiającego - powiedziała, przesuwając palcem po łebku, między rogami - Shiro nie doszedł jeszcze do siebie po przywracaniu wspomnień, więc daj mu trochę czasu.
Pokiwałam głową i zaczęłam głaskać delikatnie jego poobijany grzbiet. Chwilę potem wszedł Hachibi w towarzystwie wystraszonej Rin, która od razu zaczęła wypytywać, co takiego się wydarzyło, że plan nie wypalił. W czasie gdy opowiadałam, Zennyo opatrywała Shiro. Oprócz paru sińców miał złamaną przednią lewą łapę. Ale go nie dostali.
Przed zachodem słońca Shiro przyjął ludzką postać. Odpoczywał już w swoim pokoju w szmaragdowym pałacu, leżąc na wygodnym futonie, okryty kocem.
Ale widać było, że mu źle. Wiercił się ciągle, nie mógł zasnąć.
Usiadłam na swoim posłaniu i obserwowałam go, jak biedny zmaga się ze znalezieniem odpowiedniej pozycji do spania.
- Bardzo cie boli? - szepnęłam siadając obok niego.
- No trochę...
Podniósł się, krzywiąc lekko i kładąc rękę na lewym boku.
- Następnym razem, jak będę chciał zrobić taki numer z rzuceniem się razem z klatką, to wybij mi to z głowy, dobrze? - zaśmiał się cicho, a ja tylko go przytuliłam. Położyłam się razem z nim tak, że głowę miał na mojej piersi. Głaskałam go delikatnie po głowie, ciągle do niego mówiąc, będąc pewną, że cały czas mnie słyszy.
- Potem pójdziemy razem do tej cukierni, o której mi opowiadałeś, hmm?
Ale już nie odpowiedział. Usnął, zmęczony wydarzeniami z poprzedniego dnia i osłabiony czarami Mesmera.
- Odpoczywaj, braciszku - szepnęłam, całując go w czoło.
I znowu te wyobrażenie końcowej sceny <3
OdpowiedzUsuń