poniedziałek, 10 sierpnia 2015

IX - Truth pt II

   Ayakashi stała przy Rin, przytykając jej nóż do gardła. Musiałem coś szybko wymyślić, inaczej moja przyjaciółka mogła stracić życie... Zaciskałem bezwiednie pięści na rękojeści mojego miecza.
- Nawet o tym nie myśl - powiedziała zjawa - Jeśli dobędziesz miecza, zabiję ją.
Szczerzyła się do mnie w upiornym uśmiechu osoby o pomieszanych zmysłach. Szare, przerażające oczy skrzyły się niebezpiecznie, przenosząc się to na trzymany przez nią sztylet, no na mnie. Obserwowała uważnie moje reakcje, moje ruchy, każde spięcie mięśni. Czekała najmniejszą oznakę z mojej strony, że zamierzam zaatakować. Wtedy zabije Rin.
Myśl, Sudba, myśl!
Zgrzytnąłem nerwowo zębami, a ona się wyszczerzyła.
- Co... zdenerwowany? - zakpiła - Jak to jest być w sytuacji bez wyjścia? Jak to jest wiedzieć, że najmniejszy błąd będzie kosztował twoją przyjaciółeczkę życie? Dasz radę żyć bez swojej drugiej połówki?
Jej śmiech ranił uszy. Był ostry niczym kawałki szkła wbijające się w bębenki...
- Czego ty w ogóle ode mnie chcesz? - wycedziłem już porządnie zirytowany, na co ona się zaśmiała jeszcze głośniej - Kim ty jesteś?
- Ach, no tak - zamyśliła się - Nawet ci się nie przedstawiłam! Gdzie są moje maniery - wyszczerzyła się w parodii uśmiechu i wolną dłonią odgarnęła włosy z czoła - Jestem Ella. Córka Ca'thasa, króla zjaw.
Przełknąłem ślinę. Aleśmy się wpakowali... Całą siłą woli powstrzymywałem ciało od drżenia ze strachu. Nie wiedziałem, czy dziewczyna widzi moje starania w zachowaniu spokoju. Jej oczy iskrzyły się złowrogo, szaleńczo.
- A co do moich planów... - uśmiechnęła się słodko - Chcę uwolnić ojca.
- Nie pomogę ci w tym!
Przycisnęła mocniej sztylet do gardła Rin, zadając nieme pytanie - jesteś pewien, że nie będziesz współpracował. Trząsłem się ze złości, bezsilności i strachu... Nawet nie o siebie, tylko o nią... o moją przyjaciółkę i w tej chwili jedyną mi bliską osobę.
Zamknąłem oczy. Myśl.
Jeśli jesteś w połowie zjawą, to powinienem móc wykorzystać choć część ich umiejętności. Siłę umysłu. Nadludzką zręczność, szybkość... Skup się Sudba... nie... nie Sudba. Shiro! Skup się, poznaj na nowo swe ciało, umiejętności, możliwości. Naucz się tego, czego dotąd nie znałeś. Uderz. Tnij. Rozszarp.
Zabij.
W mgnieniu oka stoję koło Elli, przytykając jej ostrze miecza do klatki piersiowej. Wciąż mam zamknięte oczy, ale doskonale wiem, co gdzie się znajduje. Wyczuwam to. Słyszę jak serce Fatum tłucze się w piersi, pełne przerażenia, napędzane ogromną dawką adrenaliny.
Uratuję ją.
- Wypuść moją przyjaciółkę - wycedziłem, wściekły, drżąc cały od rozpierającej mnie fali gniewu i nienawiści - Puść ją, albo cię zniszczę.
Sztylet wypał z jej ręki. Spojrzałem na nią i kazałem jej odsunąć się od Rin. Ciągle mierząc ją wzrokiem, zmuszałem by się odsunęła, popychając końcem ostrza jej klatkę piersiową. Na twarzy widniał strach, oczy, do tej pory pełne kpiny i pewności siebie, teraz zmatowiały, biegały wokół, jakby szukając drogi ucieczki. Ale żadnej nie było. Przyparłem ją do ściany, przycisnąłem nieco mocniej miecz do jej ciała i poczułem dziwne uczucie. Krew szumiała mi w głowie, zmysły się wyostrzyły. Czułem zapach jej potu... chociaż nie. To była woń strachu. Czystego przerażenia, które dodawało mi sił. Pragnąłem, by cierpiała, bała się, błagała o litość. Błagała o życie.
To była chęć mordu.
- No dalej - szepnęła Ella - Zabij mnie. Udowodnij, że jesteś taki, jak ja. Udowodnij, że płynie w tobie krew ayakashi! Daj się ponieść żądzy krwi!
Odrzuciłem miecz i jedyne co zrobiłem, to uderzyłem ją z całej siły prawym sierpowym w policzek. Wiele mnie kosztowało pohamowanie tych przerażających mnie instynktów, ale wiedziałem, że jeśli się nie opanuję, nie będę już sobą. Nie będę niższym kami, który służy Radzie Bogów... stanę się machiną do zabijania, czymś, co sam miałem tępić.
Ayakashi. Zjawą.. a może już demonem.
   Rin milczała. Siedzieliśmy w naszym mieszkanku. Ella trafiła do lochów w gmachu Rady, a mimo to wciąż czułem słodki zapach jej przerażenia...
Spojrzałem na przyjaciółkę. Leżała w łóżku, owinięta szczelnie kołdrą. Nie wiedziałem, czy się mnie bała, czy była w szoku... czy może już mnie nienawidziła...
- Rin... - szepnąłem, lecz odpowiedziała mi cisza - Nic nie wiedziałem o tym, że jestem w połowie zjawą... Nie ukrywałem nic przed tobą...
Spuściłem głowę i zamilkłem. Nie chciałem pogarszać sytuacji, która i tak była już nieciekawa.
- Przepraszam...
Nie chciałem nic więcej już mówić. Siedziałem więc skulony na parapecie okna i w ciszy oglądałem obrazy dnia codziennego miasta... Nawet nie zauważyłem, kiedy zasnąłem.
Obudziłem się w łóżku, niesamowicie zdziwiony. Gdy otworzyłem oczy, zauważyłem, że koło mnie leży Rin, wtulając się we mnie i łkając mi cicho w pierś. Położyłem jej delikatnie dłoń na głowie i zacząłem głaskać, uspokajając i szepcząc przy tym cicho.
- Nie rób tak więcej - wyszlochała - Nie strasz mnie... i nie zostawiaj. Boję się ciebie stracić... ale boję się też, że do końca upodobnisz się do zjaw. Wtedy musiałabym cię zabić... a wiesz, że nie byłabym w stanie tego zrobić.
Pokiwałem tylko głową i przytuliłem ją mocniej. Ważne, abym nauczył się to kontrolować... ale do tego potrzebuję pomocy.
Tylko kto mi jej udzieli?

2 komentarze:

  1. Chce więcej zdecydowanie !Bardzo fajnie ze Ron sie dowiedziala, ale szkoda, ze w taki sposob

    OdpowiedzUsuń
  2. Robi się smutne... a otwiera się tyle nowych dróg, którymi może pójść akcja, że nie wiadomo jak się potoczy. W w sumie to jest dobre, bo opowieść robi się nieprzewidywalna

    OdpowiedzUsuń