sobota, 22 sierpnia 2015

XX - Breaking the will

   Wiele dni minęło, od kiedy Shiro zamknięty został w lochach pod Radą Bogów. Wiele godzin trwały jego rozmowy z Erielem i Ghose, którzy za wszelką cenę pragnęli mu pomóc, odzyskać wewnętrzny spokój i porządek. Chłopak był wyraźnie zagubiony i wystraszony. Krył się w kącie, uciekając przed jakimikolwiek kontaktami ze strażnikami.
Jego stwórca za każdym razem zauważał co raz więcej siniaków, zadrapań i innych urazów. Widać białowłosy nie stracił nic ze swojego uporu i nie zamierzał poddać się osiłkom podlegającym Mesmerowi, który najwyraźniej pragnął złamać wolę młodego kami. Eriel zbyt dobrze znał swojego podopiecznego. Prędzej by zginął, niż zgiął kark przed kimś, kim gardzi. A niewątpliwie obecny przewodniczący taką osobą był.
Shiro był na skraju wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Nie pamiętał już, kiedy ostatnio dostał świeży chleb i czystą wodę. Z resztą bał się jeść i pić to, co przynosili ludzie Mesmera, bo nie wiadomo przecież, czego mogli mu tam dosypać. Nie ufał im. Dlatego też po ponad tygodniu jego ciało zaczęło odmawiać mu posłuszeństwa. Mięśnie nie słuchały poleceń, nie pozwalały się podnieść, usiąść, zmienić jakkolwiek pozycji. Nawet oddychanie zaczęło sprawiać mu kłopoty. Czyżby to był efekt uboczny elementu chaosu, który był w nim zaszczepiony? Czyżby to ciało tak rozpaczliwie potrzebowało jedzenia, że już po tygodniu opadało tak strasznie z sił?
Nie wiedział, a z Erielem nie miał najmniejszej ochoty o tym rozmawiać. W ogóle nie miał ochoty go widzieć, bo to przecież przez niego to wszystko się stało. Gdyby nie on, ta mroczna siła nigdy by się w nim nie obudziła.
Zacisnął zęby czując, jak złość znów zalewa jego ciało. Paliła w piersi, zalewała umysł żywym ogniem.
Zabić.
Nie, pomyślał. Nie mogę się znów temu poddać.
   Fatum wiele myślała. Od kiedy zabrali Shiro, dostała kilka zleceń. Zupełnie tak, jakby Rada Bogów pragnęła odciągnąć ją od sprawy przyjaciela. Nie podobało jej się to. Wcale a wcale. Tęskniła za nim, źle sypiała, zamartwiała się. Kiedy on wróci? I czy będzie taki, jak wcześniej? Nie potrafiła odpowiedzieć sobie na to pytanie. Miała tylko nadzieję, modliła się o to, żeby wszystko było jak dawniej. Albo żeby te wszystkie złe wydarzenie, które ostatnio miały miejsce, okazały się tylko złym snem.
Tak. To na pewno zły sen. Zaraz obudzi się w ramionach Shiro, on się zaśmieje, że znowu najadła się czegoś na noc, przez co ma głupie koszmary. Uszczypnęła się nawet, ale wraz z bólem w ramieniu, poczuła ukłucie smutku i żalu. Bo to nie był sen. Wszystko działo się naprawdę. Całe to zło było jawą. A jedyne na co było ją w tej sytuacji stać, to gorzkie łzy tęsknoty. Co z tego, że Kuro codziennie przychodziła i jej pomagała? Co z tego, że ta nieogarnięta dziewczyna wreszcie zaczęła się w miarę przyzwoicie i normalnie zachowywać? Nic nie zastąpi Shiro. Jego błękitnych oczu pełnych radości, tych uszczypliwych żarcików co rano, opisujących jej skołtunione po nocy włosy. I jego mocnych i bezpiecznych ramion, w których tak uwielbiała znikać. Od kiedy pamiętała. Od kiedy to on pojawił się w jej śnie, dając jej wybór i możliwość stania się kami.
Musiała to wreszcie przyznać. Zgodziła się tylko po to, by być u jego boku. By móc przez resztę wieczności obserwować te łagodne i pełne miłosierdzia rysy twarzy. Towarzyszyć mu, uczyć się od niego. Żeby mieć możliwość wielbienia go każdą cząstką swej nieśmiertelnej duszy. A teraz jej dusza wyła, rozpaczała, wrzeszczała za utraconą cząstką, a serce płakało krwawymi łzami za swoją druga połówką.
   Wszystko szło zgodnie z planem. Według sprawozdań strażników, jeszcze dzień lub dwa i będzie można wprowadzić drugą fazę. A wtedy ten smarkacz wreszcie pozna swoje miejsce. Wreszcie będzie posłuszny. No i przydatny.
Mesmer niechętnie to przyznawał, ale gówniarz miał potencjał. Nie wiedział, czy to za sprawą genów Angeli, czy pokrewieństwa z Devonantem, ale Shiro miał w sobie ogromną moc, której nie można było ot tak zignorować. Zamierzał wykorzystać cały ten potencjał, dokończyć ten cholerny, niedoskonały projekt i stworzyć broń idealną. Posłuszną, potężną.
Niszczycielską.
Miał zamiar jednak dopilnować, aby ten chaos skierowany został w odpowiednią stronę i przypadkiem rykoszetem nie uderzył w niego samego. Musiał się tylko dowiedzieć paru rzeczy. Dlatego wezwał tego starego idiotę, Eriela. Niestety tylko on mógł pomóc mu w finalizacji projektu "Arma Viventem". Bo przecież tak naprawdę nigdy nie został skończony.
Rada Bogów dowiedziała się o jego eksperymentach. Mesmer doskonale pamiętał ten dzień. Ten ogromny skandal, który nie wiedzieć jakim cudem, nie wyciekł do opinii publicznej. Wszyscy zachowali milczenie, Eriel odszedł z urzędu, a on sam go zastąpił. Nie wiedział jednak, że jeden obiekt został już wypuszczony. Kuro, bo tak nazwał ją jej stwórca, nie nadawała się do planu, który Mesmer uknuł po odsunięciu swojego poprzednika i zapoznaniem się z aktami całego projektu. Była zbyt agresywna, nieposkromiona, niekontrolowana. Element chaosu był znacznie silniejszy, niż genom ludzki. Nie było więc możliwości, aby w jej przypadku projekt zakończył się powodzeniem. Co innego w przypadku Shiro.
Pozostawało go tylko złamać. A to już niedługo się stanie.

1 komentarz: