Pisane oczami Rin
Coś się działo złego... Nie wiedziałam jeszcze co, ale miałam bardzo złe przeczucia. Dotarła do mnie informacja, że Shiro zniknął ze szpitala, a potem był widziany z Adel. Co on znowu wyprawiał? Nawet Kuro siedziała jak na minie, niespokojna. Tak jak on, przesiadywała w oknie, obserwując świat zewnętrzny.
- Rin, on się chyba zatracił - szepnęła nie odrywając wzroku od ulicy - Ostatnio gdy go widziałam, zachowywał się... inaczej. Nie potrafił skupić myśli, przerywał w tracie mówienia. Wydawał się rozbity, a po sobie wiem, że tak się dzieje, gdy do głosu dochodzi element chaosu...
Jej fioletowe oczy przeniosły się na mnie, a ja wiedziałam, co chce powiedzieć. Shiro potrzebował mojego wsparcia, a ja się od niego odwróciłam. Zacisnęłam zęby powstrzymując się przed płaczem. Moje łzy nic tu nie dadzą, nie pomogą mojemu przyjacielowi wrócić do domu.
Po kilku dniach odwiedzili nas przedstawiciele straży. Szukali go. Więc to prawda, że chcieli go zabrać, gdy był z naszą wspólną znajomą, która obecnie była pod bezpośrednią jurysdykcją przewodniczącego Rady Bogów...
Ja i Kuro zostałyśmy zabrane do jego siedziby, gdzie miałyśmy zdać relację z tego, jak Shiro się ostatnio zachowywał. Wyjdzie wtedy na jaw, że to przeze mnie cały ten element chaosu, czy jak to się tam zwało, zaczął dochodzić do głosu...
Siedziałam przed wysokim i szczupłym mężczyzną o oczach barwy krwi i włosach jasnych niczym promienie słońca. Mesmer patrzył na mnie uważnie, chociaż miałam wrażenie, że na dnie tego morza szkarłatu widzę pogardę. Nie od dziś wiadomo, że kami z wyższych stopni hierarchii mają sobie za nic bogów niżej postawionych od siebie. Smutne, ale prawdziwe. Musiał to być dla niego nie lada wysiłek, by nie przywołać na twarz grymasu obrzydzenia.
- Jesteś osobą, która jest najbliżej obiektu, którego poszukujemy - powiedział, a mnie przeszedł dreszcz, gdy potraktował Shiro tak przedmiotowo... - Możesz być źródłem istotnych informacji co do jego położenia, więc nie muszę cię chyba informować, że zatajenie jakichkolwiek faktów, które mogą mieć znaczenie dla Rady, będzie traktowane jako zdradę stanu, prawda?
Przełknęłam gulę, która narastała mi w gardle. Miałam do wyboru zdradzić Radę, albo przyjaciela. Po której stronie miałam się opowiedzieć?
Leżałam skulona na łóżku i płakałam. Nie miałam wyboru, Shiro, wybacz mi. Chcę cię tylko odzyskać, rozumiesz?
Poczucie winy paliło mnie, niczym najpodlejsza sake, jaką można było kupić w zaułkach tego miasta. Słone łzy ściekały mi po policzkach, głowa zaczynała pulsować bólem.
Szelest za oknem.
Siadam i prowadzona przeczuciem podchodzę do niego i wyglądam na zewnątrz.
Nie widzę nic, ale w sercu czuję... ulgę?
I słyszę ten dobrze mi znany głos.
- Nie musisz się martwić. Wszystko rozumiem. Rozumiem, dlaczego to wszystko powiedziałaś. Czuję twoje poczucie winy, ale jest ono niepotrzebne. Sam wybrałem tę ścieżkę. Widać takie było moje przeznaczenie.
Oglądam się za siebie i widzę błękitne, zimne, świecące w ciemności oczy o pionowych źrenicach ayakashi i czuję, jak z twarzy odpływa mi krew.
Świat wiruje, ziemia usuwa mi się spod nóg i czuję, jak lecę w tył.
Ale nie upadam, bo chwytają mnie jego mocne, lecz delikatne dłonie. Unoszą mnie w górę, przytulają, kładą do łóżka i otulają kocem.
Tak, jak to robiły wiele, wiele razy.
Ostatkiem sił chwytam skrawek jego koszulki, błagam, żeby został. On spogląda na mnie, ale nie ma już tego chłodu. Jest żal, smutek i coś, czego nie potrafię rozpoznać. Zbliża twarz do mojej twarzy, szepcze kilka słów i...
całuje.
Kładzie się koło mnie, przytula i szepcze, że już jest dobrze. A ja osuwam się w czerń nieprzytomności.
Budzą mnie hałasy i dźwięki szamotaniny. Siadam gwałtownie i widzę osiłków przyciskających Shiro do ziemi. Jeden wciska mu kolano między łopatki i przytrzymuje głowę przy ziemi, a drugi związuje ręce za plecami.
Słyszę jego ciche przekleństwa.
- Dobrze się spisałaś, Fatum - mówi jeden ze strażników - Gdybyś go nie zatrzymała tutaj na noc, pewnie znów by nam zwiał.
Shiro unosi głowę i patrzy na mnie z niedowierzaniem, a ja czuję, jak po twarzy znów spływają słone krople. Uciekam wzrokiem, byleby nie widzieć tej rozpaczy.
- Wybacz mi kiedyś, Shiro - szepczę, gdy go wyprowadzają jak przestępcę.
No nieeeee..
OdpowiedzUsuń