niedziela, 23 sierpnia 2015

XXI - Tabula rasa

Pisane oczami Mesmera

   Siedziałem wygodnie w swoim fotelu w gabinecie i przeglądałem po raz już setny akta "Arma Viventem". Wciąż szukałem zapisków, w których Eriel opisał kodowanie psychiki i osobowości swoich tworów. Przede wszystkim interesował mnie Shiro. Jedynie on był dla mnie względnie przydatny, bo Kuro była zbyt niestabilna.
- Eureka - uśmiechnąłem się do siebie, widząc zapiski z 258 dnia projektu, gdy to ciała były już gotowe, lecz stanowiły jedynie puste skorupy. Wtedy to zaczął się proces tworzenia ich osobowości. W przypadku chłopaka wszystko poszło dobrze, bo obydwa elementy były dobrze zrównoważone. Niestety dziewczyna nie była tak łatwa do poskromienia ze względu na słaby ludzki genom. Zatrzasnąłem księgę i ruszyłem do lochów, gdzie czekał już mój nowy pupil. Do podziemi gmachu zostałem wpuszczony bez szemrania i od razu zaprowadzono mnie do celi tego dzieciaka. Leżał na ziemi, brudny, wychudzony i wyczerpany. Oczywiście wiedziałem, że moi podwładni wyżywają się trochę na nim za to, że muszą go strzec w zamian za tak niski żołd, ale nie miałem zamiaru nic z tym robić. Pomagało mi to złamać jego wolę, gdyż konieczne to było, by ulepić na nowo jego umysł.
Uczynię z niego tabula rasa, a potem sam tę czystą tablicę zapiszę.
Słyszałem jego ciężki, rzężący już oddech. Z pewnością miał złamane żebro albo dwa, ale to nawet lepiej. Nie będzie miał sił, by sprzeciwiać się mojej woli.
Wszedłem więc do tej zapyziałej dziury, w której dzieciak spędził ponad dwa tygodnie. Łypał na mnie tymi wilczymi oczami, a gdyby mógł wykrzesać choć odrobinę energii, z pewnością rzuciłby mi się do gardła. Uśmiechnąłem się szeroko.
- Witaj, Shiro. Jak się miewasz?
- Spadaj, stara prukwo... - wydyszał, a ja zauważyłem, że w kącikach ust zaschniętą krew. Kiwnąłem głową na jednego ze strażników stojących przy wejściu. Chwycił chłopaka za włosy i podciągnął do góry tak, że jego oczy były na wysokości moich.
- Powinieneś się odzywać z większym szacunkiem do swojego pana.
- Nie jesteś... moim panem.
- Zaraz się przekonamy.
Wyciągnąłem z kieszeni medalion, o którym była mowa w aktach. Miał on ponoć zareagować z elementem chaosu, który był częścią jego jestestwa. W jego przypadku, energia Devonanta jest bezpośrednio odpowiedzialna za świadomość, więc będzie łatwo. Kazałem go przytrzymać tak, by nie ruszył głową i przybliżyłem wisior tak, by go wyraźnie widział. Mrugnęło raz, drugi, trzeci, a ten smarkacz stracił przytomność. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że podziałało.
   Trzy dni później złożyłem znów wizytę w lochu. Shiro wciąż się nie obudził, co mnie powoli zaczynało irytować. Mogło to oznaczać uszkodzenie ośrodka nerwowego, albo co innego. Ale czekajmy. Jak się ocknie, wszystko będzie jasne.
Już miałem wychodzić, gdy usłyszałem ciche stęknięcie i szelest, towarzyszący ruchowi. Obejrzałem się na leżącego, który w tej chwili wyraźnie próbował usiąść.
- Gdzie... jestem? - mruknął. Brzmiał na zdezorientowanego. Serce zabiło mi radośnie, bo to oznaczało, że plan wypalił.
- Pamiętasz cokolwiek? - spytałem, podchodząc do niego. Mówiłem łagodnie, ruszałem się powoli, bo teraz musiałem jedynie zyskać jego zaufanie. Ledwie powstrzymałem uśmiech, gdy pokręcił głową - Mam na imię Mesmer. Moi ludzie znaleźli cię sponiewieranego przed murami miasta Triron. Poleciłem im cię tu przyprowadzić. Nie wiedzieliśmy jednak, czy nie jesteś jednym z ayakashi, dlatego byłeś tu zamknięty. Jeżeli zechcesz tu zostać, możemy zapewnić ci opiekę, pracę, miejsce zamieszkania. Co ty na to?
Zastanawiał się chwilę, ale potem na jego twarz wyjrzał uśmiech. Ten, z którego jest tak dobrze znany. Ten, którego tak nienawidzę i którym gardzę.
Wezwałem lekarza, który miał go opatrzyć.
- Jak cię zwą? - odpowiedziało mi milczenie - Rozumiem, że swojego imienia też nie pamiętasz? - skinął głową - Dobrze więc... nadam ci imię. Co powiesz na Hikari?
- Bardzo mi się podoba... panie.
Odwróciłem się do niego plecami, by nie widział tego, jak się uśmiecham. Wszystko poszło zgodnie z planem. Teraz tylko na nowo nauczyć go walczyć.

2 komentarze: