Pisane oczami Rin
Unikałam Shiro. Sama tak naprawdę nie wiedziałam czemu, ale… przerażał mnie. Niby zachowywał się dokładnie tak samo jak zawsze, lecz nie potrafiłam go traktować jak wcześniej. Świadomość, że jest ayakashi mnie przytłaczała. Co z tego, że tylko po części? Widziałam, jak niemal zabił tamtą dziewczynę. Widziałam w jego oczach tę koszmarną rządzę mordu, krwi. Skąd mogłam wiedzieć, że nie rzuci się zaraz na mnie? Nie potrafiłam przebywać ze spokojem w jego obecności. Dlatego postanowiłam go ignorować. Zero rozmów, zero interakcji. Cisza, spokój.
Ale ta Kuro… Dlaczego miał się opiekować tym potworem? Słyszałam kiedyś, że w podziemiach gmachu Rady Bogów istnieje istota potężna i niebezpieczna. Agresywna… Jeden z naszych znajomych, pełniących rolę strażnika, opowiadał nam o niej. Mówił, że to kobieta nie posiadająca skrupułów. Opisał nam jej wygląd, a gdy zobaczyłam nową “podopieczną” Shiro, byłam pewna, że to o niej mowa. Czyżby i ona była stworzeniem takim jak on? Hybrydą? Okropnością?
Zadrżałam. Po plecach zaczął spływać zimny pot. Przecież mógł być w wielkim niebezpieczeństwie…! Chociaż z drugiej strony Shiro jest potężnym kami i potrafi walczyć, obronić się…
Spojrzałam na niego. Siedział znów na parapecie, wyglądając przez okno. Od kiedy wrócił z tą sałatką, nie odzywa się. A minęło kilka dni… Zaczynałam się o niego martwić chociaż wiem, że nie powinnam. Sama doprowadziłam do tego, że zaprzestał prób. To dobrze, ale dziwnie mi było nie słyszeć jego głosu.
- Shiro, trzeba iść do sklepu po zakupy – powiedziałam, zamykając książkę i zakładając buty.
- To idź – warknął pod nosem – Przecież dla mnie i tak nic nie kupujesz, więc po co mnie informujesz?
Przeniósł na mnie spojrzenie błękitnych oczu. Zimnych i pustych jak letnie niebo. Zatkało mnie, nie mogłam wydusić żadnego słowa, a po pewnej chwili zauważyłam, że przestałam nawet oddychać.
- Myślałam, że zechcesz pójść ze mną – szepnęłam, starając się zapanować nad drżeniem głosu – Wiesz, żebyś sobie coś wybrał.
- Nic nie chcę.
Skinęłam głową, zabrałam pieniądze i wyszłam. A gdy wróciłam... jego nie było.
Było późno. Środek nocy, a jego wciąż nie było. Siedziałam przy oknie i czekałam, aż wróci. Pierwsze, co chciałam zrobić po jego powrocie, to przeprosić... Teraz widziałam, jak idiotycznie się zachowywałam, jak okropnie go traktowałam. Nie zauważyłam nawet, kiedy zasnęłam.
Ktoś pukał do drzwi. Poderwałam się, niewiele robiąc ze swoim wyglądem i pobiegłam do drzwi mając nadzieję, że to Shiro. Gdy otworzyłam, zamiast białowłosego chłopaka, zobaczyłam dziewczynę. Czarne, krótko obcięte włosy z fioletową grzywką i oczami w podobnym kolorze. Zadrżałam. To była ONA.
- Witaj, mam na imię Kuro - powiedziała miękkim głosem, a mój wzrok utkwiony był w srebrnym kolczyku umieszczonym pod jej dolną wargą - Shiro miał wczoraj do mnie przyjść, ale nie dotarł. Jest może w domu?
Poczułam jak krew odpływa mi z twarzy. Cały czas byłam pewna, że poszedł do niej... ale... skoro ona jest tu... jego u niej nie było, to gdzie on jest?! Wpadłam z powrotem do domu, zaczęłam chodzić w kółko, próbując coś wymyślić, dojść do tego, gdzie Shiro mógł zniknąć, ale nic mi nie przychodziło do głowy.
A po chwili poczułam jak podłoga usuwa mi się spod nóg, a świat niknie w mroku.
Następną rzeczą którą pamiętam to to, że leżałam w swoim łóżku. Wszędzie było ciemno - widać już dawno zapadła noc. Słyszałam ściszone głosy należące do Kuro i Ghose.
- Wiadomo coś? - odezwała się dziewczyna, wyraźnie przejęta. Kroki niosące się po pokoju ucichły.
- Nie. Ciągle go szukają. Nikt nic nie wie, nikt nic nie widział. Zastanawia mnie, dlaczego Fatum nikomu nic nie zgłosiła...
- Pewnie myślała, że poszedł do mnie...
Zgrzytała zębami, a w jej głosie słychać było złość. Rozchyliłam powieki i rozejrzałam się. Dziewczyna siedziała na stołeczku przy stole, a staruszek chodził w kółko po pokoju. Gdy zauważyli że się obudziłam, zaczęli zadawać mi pytania. A zwłaszcza mój przełożony. Chciał wiedzieć, kiedy spostrzegłam zniknięcie Shiro, w jakich okolicznościach się rozstaliśmy i tak dalej. Kiedy skończyłam opowiadać o tym, jak napięta była między nami sytuacja... kiedy powiedziałam, że tak naprawdę to wszystko z mojej winy, cała tama trzymająca moje emocje na wodzy, przestała istnieć. Potoki łez zaczęły spływać po policzkach znacząc słone ścieżki. Jak mogłam go tak potraktować? Przecież znam go od zawsze, nigdy mnie nie zawiódł, nie zostawił, nie porzucił... Opiekował się mną od kiedy pamiętam. To przecież dzięki niemu jestem tym, kim jestem, więc dlaczego go tak zraniłam?
Poczułam czyjeś dłonie na plecach, delikatne objęcie, a gdy podniosłam wzrok, zobaczyłam leciutki blask fioletowych oczu. Kuro tuliła mnie lekko, starając się nie wystraszyć. Widać Shiro powiedział jej o mojej reakcji... Rozszlochałam się jeszcze bardziej i wtuliłam w dziewczynę, której jeszcze kilka godzin temu bałam się jak ayakashi świętej wody.
Minęły trzy dni. Żadnych wieści o tym, gdzie jest Shiro. Kolejne 72 godziny strachu.
I wreszcie telefon.
Znaleźli go.
Jest w szpitalu, ale żyje.
Pognałam jak najprędzej do Kuro i jej powiedziałam, po czym obydwie pobiegłyśmy do szpitala. Gdy weszłyśmy na salę na której leżał, zamarłam. Cały posiniaczony, podrapany, poobijany. Głowę miał owiniętą ciasno bandażem, który w jednym miejscu przesiąkał krwią.
Podeszłam na miękkich nogach do jego łóżka i usiadłam. Ujęłam delikatnie jego dłoń, która była strasznie zimna i zaczęłam do niego mówić. Szeptać przeprosiny i mieć nadzieję, że leżący bez przytomności chłopak usłyszy i mi wybaczy.
Bo nie chcę stracić takiego przyjaciela.
I osoby, którą kocham.
GENIALNE
OdpowiedzUsuń