piątek, 7 sierpnia 2015

VI - Together

   Zmęczenie było okropne. Za co się nie wziąłem, zaraz musiałem usiąść i odpocząć. Rin mnie uspokajała, że mam czas, że wiele przeszedłem i muszę odzyskać siły, ale taka niemoc mnie irytowała.
Rozsiadłem się na parapecie okna i przyglądałem się pogrążonemu w deszczu miastu. Triron - miasto kami. Smętne i przysadziste budowle mokły w prysznicu wody, skulone i ściśnięte ze sobą. Jedynie Wieża Acila, najwyższa budowla w mieście i jego punkt orientacyjny ocierał się leniwie o spód chmur. Poczułem ciepło koca na ramionach i zapach gorącej kawy. Spojrzałem wciąż będąc daleko myślami na uśmiechniętą twarz przyjaciółki i jej radone, pistacjowe oczy.
- Od kiedy wróciliśmy, wydajesz się nieobecny, Sudba - powiedziała, wręczając mi kubek i usadawiając się obok mnie - Stało się coś?
Pokręciłem głową i oparłem ją zaraz o zimną i mokrą szybę. Nie chciałem zaprzątać jej głowy moimi przemyśleniami i obawami. Czułem na sobie jej przenikliwy wzrok, wręcz namacalną troskę. Nigdy mnie przecież takim nie widziała - zamyślonego, przygnębionego, nieobecnego. Jej dłoń powędrowała ku mojej, zaciśniętej na kubku, ale się zatrzymała i cofnęła. Zerknąłem na nią.
- O co chodzi Rin?
Jej zielone oczy wwiercały się w moje, nieubłaganie szukając mojej uwagi. Uśmiechnąłem się lekko, ale wiedziałem, że jej tym nie uspokoiłem.
- Powiedz mi... - zaczęła niepewnie, a ja skoncentrowałem się na tym, o co chciała zapytać - Czy... twoje prawdziwe imię to Shiro...?
Zdziwiłem się. Nie przypominam sobie, żebym jej kiedykolwiek mówił, jak się nazywam. Nikt tego nie wiedział, poza mną.
Kiwnąłem powoli głową, a na jej ustach wykwitł szczery, radosny uśmiech. Powiedziała, że mam piękne imię. Nie wiedziała, jak wiele złych wspomnień się z nim wiąże. Tym razem jej dłoń dotknęła mojej.
- Coś cię gryzie... Nie wiem co to jest,  ale cokolwiek by to nie było, nie warto się tak zamęczać - szepnęła. Przyglądałem się jej. Szczupła twarz, tak bardzo niewinna, budząca zaufanie pełna była szczerego współczucia. Dłonie lekko drżały - denerwowała się. Ale czym? Co się takiego wydarzyło, gdy mnie nie było?
Gdy o to zapytałem, blask jej pistacjowych oczu przygasł, ściemniał. Teraz byłem pewien, że stało się coś złego. Uniosłem rękę na wysokość jej głowy i puknąłem ją lekko palcem w czoło.
- Powiedz mi, co się stało - poprosiłem łagodnie, starając się ukryć strach i drżenie głosu.
   Siedzieliśmy tak do wieczora. Opowiedziała mi wszystko, jak po walce znalazła ayakashi, które upodobniło się do mnie i pragnęło wykorzystać jej słabość, by nią zawładnąć. Byłem zły na siebie, że dopuściłem do tego, bym został przeniesiony do świata zjaw...
- Jak się zorientowałaś...? - nie patrzyłem jej w oczy. Nie chciałem. Nie byłem w stanie. Wzrok utkwiłem w swoich zaciśniętych w bezsilnej złości dłoniach... Nie odpowiedziała. Położyła jedynie swoje dłonie na moich, starając się delikatnie rozluźnić uścisk sztywno zwartych palców.
- Nieważne - odparła, miękko, łagodnie - Ważne, że jesteś tutaj. Cały. Żyw.
Jej dłoń wsunęła się w moje, splotła palce z moimi. Uniosłem wzrok i ujrzałem jej twarz.
Płakała.
Nie rozumiałem czemu, ale po jej policzkach spływały łzy. Słone krople staczały się po szczupłym owalu szczęki, do brody, by skapnąć na nasze dłonie. Patrzyłem tak zszokowany, zdziwiony, sam nie wiem jaki, ale pragnąłem, żeby przestała płakać. Wyplątałem jedną rękę z jej objęć i otarłem delikatnie łzy.
- Masz rację - uśmiechnąłem się - To nieważne. Liczy się tu i teraz.
Przyciągnąłem ją bliżej siebie i przytuliłem, próbując uspokoić. Zamiast tego rozszlochała się jeszcze bardziej, a ja spanikowałem. Zacząłem gadać od rzeczy, za wszelką cenę starając się ją pocieszyć, uspokoić, rozweselić, cokolwiek, byleby tylko przestała płakać.
   Nie mogłem spać. Za oknem panowała burza, deszcz uderzał w szybę, pioruny rozświetlały niebo i sufit małego mieszkanka. Rin spała jak zabita. Usiadłem na łóżku, ponownie ignorując ból w żebrach. Mimo pęknięcia, mogłem normalnie się poruszać, co było dużym plusem. Poszedłem po cichu do łazienki, po drodze zdejmując rozciągniętego T-shirta służącego mi za piżamę.
Spojrzałem w lustro.
Wyglądałem okropnie. Podkrążone, skrzące się jakby w gorączce oczy, lekko pożółkła cera, zmierzwione włosy... Nie przypominałem siebie... Rozumiałem już, dlaczego Rin tak się o mnie martwiła...
Patrząc na mnie musiała widzieć osobę schorowaną, wycieńczoną, słabą. Nie ukrywam, że tak się właśnie czułem...
- Nie możesz spać? - usłyszałem lekko nieprzytomny głos. W odbiciu lustra zobaczyłem zaspaną, trącą oczy dziewczynę. Odwróciłem się do niej, przyzywając na usta uśmiech, czym chyba jej nie uspokoiłem. Ciągle się zamartwiała.
- Obudziła mnie burza - skłamałem, na co ona mruknęła coś niezrozumiale. Wzięła mnie za rękę i wyciągnęła z łazienki, gasząc po drodze światło. Podeszła do swojego łóżka, ułożyła się i wciągnęła mnie do siebie. Czułem się nieswojo, leżąc w jednym łóżku z dziewczyną...
- Musisz odpocząć - powiedziała sennie - Bardzo dużo przeszedłeś, musisz zregenerować siły, rozluźnić się...
Ziewnęła.
Przyglądałem się jej twarzy, co jakiś czas oświetlanej przez rozbłysk pioruna... Dla niej musiałem odrzucić swoją przeszłość. Żeby jej nie martwić. Bo teraz to ona jest moją rodziną. Jest moją teraźniejszością i przyszłością.
Przytuliłem ją do siebie i czując ciepło bijące od jej ciała, zasnąłem.

2 komentarze:

  1. Jeju ... Genialne :D Szczerze mówiąc nie spodziewałam się , że tak to zostanie napisane . Czekam na wiecej .

    OdpowiedzUsuń
  2. Love Fantasy nic dodać nic ująć

    OdpowiedzUsuń