środa, 12 sierpnia 2015

X - Living Weapon

   Chciałem jakoś wynagrodzić Rin ostatnie wydarzenia. Całe to porwanie i te, jakby nie było, dość niecodzienne nowiny... Czułem się dość przez to nieswojo.
Pół ayakashi...
Siedzieliśmy w lodziarni - ona, zajadając sorbet malinowy, a ja popijając mrożoną kawę. Ciągle czułem na sobie jej spojrzenie. Uniosłem wzrok, nasze oczy się spotkały, lecz ona uciekła. Poczułem ukłucie smutku, że moja przyjaciółka nie jest w stanie spojrzeć mi w oczy. Nie wiem... czy jakoś się zmieniłem? Czy miałem już pionowe źrenice charakteryzujące zjawy...?
Westchnąłem i pilnowałem się, by nie spojrzeć jej w oczy... by w ogóle na nią nie patrzeć. Było mi przykro...
Gdy skończyliśmy i zapłaciłem, ruszyliśmy w miasto. Milczałem. Nie miałem ochoty rozmawiać bo wiedziałem, że Rin albo mi nie odpowie, albo coś mruknie, bąknie i będzie unikała rozmowy. A myślałem, że wczoraj wszystko wyjaśniliśmy...
Zacząłem częściej wychodzić z domu, chcąc jak najmniej przebywać w tej ciężkiej i nieprzyjemnej atmosferze. Chodziłem po pobliskim parku, siedziałem na ławce i obserwowałam grupki kami, którzy wyszli spędzić ze sobą czas. Śmiali się. Wydawałoby się, że jeszcze chwilę temu siedziałem tak z Rin... śmialiśmy się przy kubkach pełnych wina jabłkowego, żartowaliśmy w towarzystwie innych naszych zaprzyjaźnionych pomniejszych bóstw... A teraz...
Boi się mnie.
Zastanawiałem się co raz częściej, czy nie byłoby lepiej, gdybym zginął wtedy, w wymiarze ayakashi... Rin nie stałaby się ofiarą Elli... nie byłaby zagrożona. Nie bałaby się mnie.
Zawędrowałem do Rady Bogów, by spotkać się z naszym przełożonym, Ghose. Uśmiechnął się na mój widok, a ja, nie wiedzieć czemu odczułem, że uśmiech ten jest pełen obłudy. Przypomniałem sobie słowa Elli, że ci wszyscy najwyżsi bogowie, przewodniczący Rady, pragną zrobić ze mnie broń przeciwko Ayakashi... Czy i on był w to zamieszany...? Czy mogłem mu ufać?
- Sir, powiedz mi... - szepnąłem postanawiając zaryzykować - Czy może powstać pół ayakashi, pół bóstwo?
Staruszek spojrzał na mnie nieco zdziwiony. Jego złote oczy patrzyły na mnie z niepokojem zza okularów w srebrnej oprawie. Złapał mnie za rękaw i gdzieś pociągnął.
- A więc ci powiedziała - mruknął, prowadząc mnie przez korytarz - Wyjawiła ci tajemnicę Rady. Poprzedni przewodniczący potajemnie prowadził projekt "Arma Viventem", żywa broń... Jego zadaniem było połączyć genom ludzki z genomem ayakashi - element kontrolowany z elementem mocy, zwanym inaczej elementem chaosu... Brałem udział w tym przedsięwzięciu, a moim zadaniem było znaleźć odpowiedniego ludzkiego dawcę. Odnajdowanie odpowiednich dawców wśród zjaw należało do obowiązków Kiliana, przedstawiciela sylfidów - Ghose wprowadził mnie do jakiejś ciemnej komnaty i zaczął przeglądać jakąś księgę - Wybieraliśmy najlepszych kandydatów. Najsilniejsze zjawy i najczystrzych ludzi.
- Najczęściej kobiety... - wtrąciłem, a staruszek zastygł.
- Tak - szepnął - Najczęściej kobiety. A spośród ayakashi wybieraliśmy tych płci męskiej. Jednak nie zmuszaliśmy ich do zbliżenia. Kobiety dobrowolnie dawały nam swoje próbki, a zjawy... cóż. Nie miały nic do powiedzenia.
Stałem i obserwowałem wertującego książkę mężczyznę. Dlaczego mi to właściwie mówił? Co miał na celu udzielając mi tych wszystkich informacji? Gdy go o to spytałem, przeniósł na mnie swoje złote spojrzenie.
- Powstały tylko dwie hybrydy - powiedział cicho - Dwie hybrydy o różnych płciach. Jedną z nich jesteś ty, Shiro.
- A ta dziewczyna?
- Kuro. Jest w tej chwili pod kontrolą Rady Bogów. Ty byłeś na tyle spokojny i stabilny emocjonalnie, że starsi wyrazili zgodę na wypuszczenie cię do ludzi, innych kami. Ona jest twoim dokładnym przeciwieństwem. Agresywna, wybuchowa, impulsywna. Jest zbyt groźna, by ją puścić samopas. Potrzebny jest ktoś, kto pokaże jej drogę. Ktoś, kto pokaże jej, jak nad sobą panować, służyć wyższemu celowi...
- I jak być dobrą bronią przeciwko ayakashi - przerwałem mu - Ella miała jednak rację... Rada chce wykorzystać takich jak ja jako żywą broń, żywą tarczę... tanią siłę do walki ze zjawami... Może i zostałem przez was stworzony, ale ja też czuję, też żyję, też mam marzenia... i osoby, na których mi zależy. Też potrafię kochać.
- I właśnie ta miłość cię wyróżnia, Shiro.
Zacisnąłem pięści. Ta miłość, którą czułem do Rin miała być swoistym napędem popychającym mnie do działania. Miała być motywacją do walki, niszczenia, zabijania zjaw. To ta miłość, sztucznie stworzona przez wyższych bogów, była motorem moich wszystkich dotychczasowych działań, podjętych decyzji...
To wszystko zaczęło mnie przytłaczać. Nie wiedziałem, co myśleć.
Nie byłem zwykłym kami, jak dotąd myślałem. Nie byłem nawet naturalną hybrydą, efektem czegoś podobnego do tego największego uczucia, które może miało szansę zrodzić się między ayakashi a człowiekiem... Nie. Ja byłem efektem próby stworzenia super żołnierza, marionetki, którą można manipulować, jak tylko się zapragnie...
Teraz rozumiałem, dlaczego Rin się mnie tak bała... Gdzieś w środku pewnie czuła, że nie jestem kimś normalnym, że stanowię dla niej zagrożenie...
- Teraz to będzie twoja misja, Shiro - przerwał me rozmyślania Ghose. Poderwałem więc głowę i spojrzałem na niego - Twoją misją będzie przygotowanie Kuro do życia wśród innych kami. Będziesz musiał nauczyć ją naszych zasad, trybu życia.
- Tyle, że obecnie ja sam potrzebuję pomocy...
Na twarzy starca pojawił się niepokój.
- Podczas ostatniego starcia z Ellą straciłem nad sobą panowanie. Niemal ją zabiłem...
Mężczyzna podszedł do mnie, chwycił za ramiona.
- Musisz to kontrolować - potrząsnął mną lekko, jakby pragnąc zbudzić z koszmaru - Jeżeli zabijesz podczas tego stanu, krew cię oszołomi i zatracisz się w mocy ayakashi. Wbrew pozorom twoja natura nie należy do stabilnych. Musisz kontrolować żądzę mordu, krwi! Jeżeli przekroczysz tę granicę, nie będzie dla ciebie ratunku...
Poczułem, jakby ktoś uderzył mnie z całej siły w brzuch. A więc to tak się sprawy miały. Miałem być bronią, ale przy najmniejszym nieposłuszeństwie zostałbym unicestwiony...
Teraz wszystko przedstawiało się zupełnie inaczej...

1 komentarz: