Pisane oczami Shiro
Cisza przytłaczała. Zgniatała, miażdżyła, obracała w pył. Ostatnie co pamiętam... właśnie. Co to było? Wielki, ciemny kształt, chwytający mnie tuż po tym, jak wyszedłem z domu. Czym była ta istota...?
Dzień był upalny, a wychodząc na dwór z chłodnej klatki miało się wrażenie zanurzenia w gorącej zupie. I nagle mrok. Nieprzenikniona niczym ciemność, a chwilę potem jestem w jakimś pełnym wilgoci pomieszczeniu z litego kamienia. A po środku stoi kobieta. Piękna, nie powiem. Długie, kręcone blond włosy, błękitne oczy świecące spod kurtyny jasnej grzywki. W ciągu miesiąca widzę ją już drugi raz, lecz teraz nie boję się. Nie tak jak wtedy, w świecie zjaw, gdy ujrzałem ją ostatnio.
Moja matka.
Stała w białej, prostej sukience, z łagodnym uśmiechem na twarzy.
- Czyli... będzie zdrowy? - szepnęła cicho, patrząc na kogoś stojącego pod ścianą - Mimo mej bezpłodności, on się narodzi i będzie zdrów, tak?
Nie usłyszałem odpowiedzi, ale mama uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Widać jej rozmówca skinął głową.
Wszystko się zmieniło. Pomieszczenie było murowane czerwoną cegłą. W ścianę wpuszczone było coś na kształt ogromnego słoju. A w nim... Dwa maluchy tulące się do siebie. Nie musiałem specjalnie się przyglądać by wiedzieć, kto to... Ja i Kuro... najdziwniejsze jest to, że nie pamiętałem jej. Nie odnajduję jej w żadnym moim wspomnieniu... Ale widać rozwijaliśmy się razem...
W cieniu ujrzałem jedyną osobę, która mogła tu trafić - Eriel, poprzedni przywódca Rady Bogów, prowadzący projekt "Arma Viventem"...
- Jak na stworzenia powstałe z tak skrajnych materiałów genetycznych, rozwijają się doskonale. Zwłaszcza ten młody. Nie sądziłem że tkanki Angeli i Devonanta tak idealnie się połączą. Ale te białe włosy... Nie odziedziczył ich ani po matce, ani po ojcu... W sumie to dobrze, bo nikomu nie przejdzie przez myśl, że ma coś z nimi wspólnego. Ale ona... córka Darel i Birmy... Odziedziczyła po matce włosy i sylwetkę, po ojcu oczy. To problematyczne. Zobaczymy, jak będzie się zachowywała względem innych kami, gdyż mam podejrzenia, że jej charakter będzie sprawiał nam kłopot. O chłopaka się tak nie obawiam. Angela jest osobą spokojną, a i Devonant był jednym z mniej aktywnych ayakashi. Nie dążył aż tak do walk, bitek i konfliktów. Będzie z niego dobry kami.
- Uważasz, że to dobry pomysł, żeby rozwijali się razem? - usłyszałem głos Ghose - Jeśli materiał się wymiesza, mogą mieć miejsce nieprzewidywalne w skutkach komplikacje. Choroby, zwyrodnienia... nic nie wiadomo.
- Nie chcę ich rozdzielać. Narodzili się w tym samym procesie, w tym samym momencie. Ciągnie ich do siebie niczym brata i siostrę. Pragnę aby ich umysły choć odrobinę się ze sobą złączyły. Między nimi musi wytworzyć się więź, dzięki czemu będą w stanie idealnie ze sobą współpracować. Ayakashi nie wybaczają, wiesz o tym, Ghose.
- Tak, panie, jestem tego świadom. Mam jednak nadzieję, że dopóki nie osiągną odpowiedniego wieku, nie wyślesz ich na pole walki...
On uśmiechnął się jedynie, odwrócił się na pięcie i wyszedł z pomieszczenia.
Zostaliśmy rozdzieleni, gdy wyglądaliśmy na mniej więcej 10 lat. Nie wiem, czy w międzyczasie się budziliśmy, czy nie. Widziałem jednak, że mimo, że rozdzieleni, wciąż nas do siebie ciągnęło. Umieszczeni byliśmy w dwóch pojemnikach, stojących koło siebie. Kuro przytulała się do ścianki która była bliżej mnie, a ja do tej, która była bliżej niej. Jak mogli nam to zrobić...? Jak śmieli rozdzielić dwie bratnie dusze, dwie istoty, które jak sami powiedzieli, narodziły się w tym samym momencie, a między nimi miała narodzić się nierozerwalna, braterska więź? Zauważyłem, że Kuro ma otwarte oczy. Położyła dłoń na szklanej ścianie, która nas od siebie odgradzała. Poruszyła ustami, jakby mówiła jakieś słowo. Chwilę potem usłyszałem jej głos w swojej głowie.
- Braciszku.
Jej głos był delikatny i ulotny niczym dźwięk dzwonków na lekkim, wiosennym wietrze. Była taka łagodna, tak mała, że gdyby tylko ją dotknąć, rozpadłaby się na miliony maleńkich kryształowych kawałeczków, niczym porcelanowa lalka... Różniła się strasznie od Kuro, którą znałem teraz. Od tej stanowczej, buntowniczej dziewczyny.
- Braciszku, obudź się!
W tym momencie wszedł Eriel. Gdy ujrzał, że się obudziła, od razu nakazał wypompowanie cieczy, w której się znajdowała i ją zabrał. Patrzyłem ze zgrozą, jak wyciągała małe rączki w moja stronę płacząc, szlochając cichutko za mną, aż w końcu jak okłada tymi łapkami mocne, umięśnione plecy przewodniczącego Rady Bogów.
Było bardzo cicho. Cisza przytłaczała, miażdżyła wszystko, ścierała na pył. Ostatnie co pamiętam to płacz małej dziewczynki odebranej swojemu bratu, nieświadomemu całej sytuacji. Śpiącemu w wielkim naczyniu przypominającym słój.
Gdy otworzyłem oczy zauważyłem, że jestem całkiem sam. Sam, nie licząc wielkiego cienia stojącego w kącie szpitalnego pokoju.
- Teraz już wiesz, kim jesteś, jak powstałeś - odezwał się - Świadom już jesteś tego, z czyjego ciała się narodziłeś.
- Kim jesteś? - szepnąłem, próbując skupić na nim wzrok i przezwyciężając straszny ból głowy.
- Jam jest Devonant. Ojciec cieni, pan fantomów, mrocznych ayakashi. Tak, dobrze pamiętasz. To moje ciało jest w twoim ciele. A teraz, mój synu - podszedł bliżej, ukazując szlachetną twarz okoloną popielatymi włosami - Czas odzyskać co nasze.
" Patrzyłem ze zgrozą, jak wyciągała małe rączki w moja stronę płacząc, szlochając cichutko za mną, aż w końcu jak okłada tymi łapkami mocne, umięśnione plecy przewodniczącego Rady Bogów." ~To zdanie mnie najbardziej urzekło . :)
OdpowiedzUsuńPS : Czekam na więcej :D